Zakończenie roku w Islandii to proces znacznie głębszy niż odliczanie do północy 31 grudnia. Prawdziwy, mistyczny finał przejścia między starym a nowym rokiem następuje na wyspie dopiero 6 stycznia. Dzień ten, zwany Þrettándinn (czyli po prostu „Trzynastym”), zamyka trzynastodniowy cykl Bożego Narodzenia – Jól. Z perspektywy kogoś, kto od lat zgłębia tajemnice tego kraju, jest to najbardziej fascynujący moment w kalendarzu. To czas, w którym chrześcijańskie ramy czasowe zderzają się z głęboko zakorzenionym pogaństwem, a granica między światem materialnym a sferą nadprzyrodzoną niemal całkowicie znika.

Zrozumieć zimową ciemność

Specyficzny klimat tego święta jest nierozerwalnie związany z twardymi, fizycznymi realiami islandzkiej zimy. Na początku stycznia słońce w Reykjavíku wschodzi dopiero około godziny 11:13, a zachodzi już o 15:55. Oznacza to, że mieszkańcom pozostaje niespełna pięć godzin bardzo niskiego, stłumionego blasku. Wszechobecna ciemność, przerywana jedynie tańcem zorzy polarnej, stwarzała przez wieki idealne wręcz warunki do rozwoju potężnych wierzeń o istotach kryjących się w mroku.

Historycznie Þrettándinn stanowił moment ostatecznego pożegnania ze świętami. Ponieważ islandzka Wigilia rozpoczyna się 24 grudnia wieczorem, mamy tu do czynienia z jednodniowym przesunięciem względem anglosaskiego „Twelfth Night”. Niezwykle interesujący jest fakt, że jeszcze w XIX wieku dzień ten nazywano „Starym Bożym Narodzeniem”. To określenie było dowodem silnego oporu tradycji ludowej wobec opóźnionego przejścia wyspy z kalendarza juliańskiego na gregoriański. Z racji tego, że święto przypada krótko po przesileniu zimowym, gdy dni zaczynają się wydłużać, dla dawnych Islandczyków był to symboliczny czas powrotu do rolniczego porządku po tygodniach "świątecznego chaosu".

Sąsiedzi ze skał: Elfy i Ukryci Ludzie

Islandzkie istoty nadprzyrodzone znacząco różnią się od baśniowych wyobrażeń z reszty Europy. XIX-wieczny etnograf Jón Árnason zauważał, że nazwa „álfar” (elfy) mogła mieć wręcz pejoratywny wydźwięk. Aby nie drażnić potężnych sąsiadów, Islandczycy woleli posługiwać się pełnym szacunku eufemizmem „huldufólk” – ukryci ludzie.

Ich pochodzenie to mistrzowski przykład splotu chrześcijaństwa i nordyckich mitów. Według jednej z legend są to "brudne dzieci Ewy". Zaskoczona wizytą Boga, Ewa ukryła te pociechy, których nie zdążyła przygotować. Bóg zadeklarował jednak: „To, co człowiek ukrywa przed Bogiem, Bóg ukryje przed człowiekiem”. Inna wizja opowiada o upadłych aniołach, które zachowały neutralność w buncie Lucyfera i zostały zesłane do ziemskich skał.

Dla zmagających się z wyniszczającą pracą fizyczną i izolacją islandzkich rolników, te opowieści stanowiły lustrzane odbicie ich własnego życia – ale pozbawione bólu i cierpienia. Wyobrażano sobie, że huldufólk to istoty piękne, noszące jedwabie i mieszkające w bogatych wnętrzach klifów. Podczas Þrettándinn cała ich elita, na czele z Królem i Królową, miała rzekomo opuszczać skały, by odwiedzać ogniska śmiertelników.

Odwrót świątecznych trolli

Nieodłącznym i niezwykle barwnym elementem islandzkiego sezonu świątecznego są Jólasveinar – trzynastu Bożonarodzeniowych Chłopców. Będący synami ludożerczej ogrzycy Grýli (która gotowała niegrzeczne dzieci w kotle) i jej leniwego męża Leppalúðiego, w dzisiejszych czasach pełnią raczej rolę psotnych darczyńców.

Zgodnie z tradycją przybywają do osiedli pojedynczo, a od 25 grudnia w identycznej kolejności je opuszczają. Dla przykładu, Stekkjastaur (Kulas) odchodzi w Boże Narodzenie, Hurðaskellir (Trzaskacz Drzwiami) znika po Sylwestrze, a Ketkrókur (Mięsny Hak) ucieka z łupami 5 stycznia. Þrettándinn wyznacza ostateczny finał tej procesji. Wtedy miasto opuszcza ostatni brat – Kertasníkir (Świeczkowy Żebrak), który wraca do górskiej jaskini w Dimmuborgir. Jego odejście drastycznie odcina świąteczną magię, zostawiając wyspiarzy z surową rzeczywistością zimy.

Rytuał skrzyżowania dróg
Dla najbardziej zdeterminowanych noc z 5 na 6 stycznia to czas na Sitja á krossgötum. Osoba siedząca na skrzyżowaniu z widokiem na cztery kościoły spotyka przeprowadzające się elfy. Będą one kusić śmiertelnika jedzeniem, złotem i srebrem. Warunkiem powrotu z bogactwem jest bezwzględne milczenie aż do świtu; najmniejsza słabość grozi utratą zmysłów.

Igranie ze zmysłami w Trzynastą Noc

Noc Þrettándinn uchodzi za moment zjawisk wykraczających poza racjonalne granice. Dawne opowieści doskonale ilustrują podświadome lęki ludzi skazanych na przetrwanie w mroku. Silnie zakorzeniony jest mit ostrzegający, że 6 stycznia krowy w oborach odzyskują dar mowy. Podsłuchanie ich bezsensownych, rymowanych sentencji – czasem rzekomo wypowiadanych po hebrajsku – miało natychmiastowo doprowadzać rolnika do obłędu.

Wzdłuż wybrzeży krążą z kolei legendy o fokach zrzucających skóry. Po przybraniu ludzkiej formy tańczą one nago na brzegu oceanu. Wyjątkowa, islandzka interpretacja tego mitu uznaje je za ożywione ludzkie kości armii faraona, która zatonęła w Morzu Czerwonym. Klasycznym, tragicznym motywem takich opowieści pozostaje wymuszenie na nich małżeństwa po kradzieży porzuconej skóry.

Ogień i bezlitosne prawo elfów

We współczesnym Reykjavíku obchody zmieniły swój mroczny charakter na niemal karnawałową celebrację, łączącą wspólnotę wokół potężnych ognisk – Þrettándabrennur. Płonące stosy symbolizują spalenie pozostałości dawnego roku. Podczas miejskich parad z pochodniami dzieci z ekscytacją wypatrują przebierańców odgrywających trollową rodzinę Grýli oraz jadącej konno Królewskiej Pary Elfów. Zimowe niebo eksploduje przy tym feerią barw z ostatnich, sylwestrowych fajerwerków.

Mimo tej radosnej otoczki, islandzki folklor dobitnie przypomina, że z istotami nadprzyrodzonymi nie warto zadzierać. Świadczy o tym średniowieczna ballada „Ólafur Liljurós”, śpiewana tradycyjnie podczas kołowego tańca vikivaki. Opowiada ona o rycerzu chrześcijaninie, który odrzuca zaproszenie do świata elfów. Kiedy na pożegnanie niechętnie składa na ustach elfiej panny pocałunek, ta bez najmniejszego zawahania przebija go mieczem, co kończy się jego śmiercią. Przesłanie jest brutalnie szczere – elfy są mściwe i twardo egzekwują swoje racje.

Tożsamość ukryta w klifach

Festiwal "Trzynastego Dnia" pozostaje potężnym filarem islandzkiej tożsamości. To niezwykłe widzieć naród, który pomimo technologicznego postępu i doskonałego wykształcenia, wciąż znajduje głęboki sens w rytualnym pożegnaniu z dawnymi bytami. Islandczycy domykają cykl, zachowując jednak pełną świadomość, że elfy i trolle powrócą, chociażby wraz z letnim przesileniem i Nocą Świętojańską. Zrozumienie Þrettándinn to zrozumienie samej Islandii – gdzie szacunek do huldufólk jest po prostu fundamentalnym szacunkiem do potęgi natury, czających się w mroku klifów i rozszalałego zimowego wiatru.