Niezależni ludzie - Najważniejsza powieść XX wieku
Dla wielu z nas Islandia to pocztówkowe fiordy, gorące źródła i tańcząca na niebie zorza polarna. Jednak żeby naprawdę zrozumieć duszę tego narodu, trzeba zajrzeć znacznie głębiej, pod tę piękną, turystyczną warstwę. Właśnie tam, w surowej rzeczywistości przełomu wieków, osadził swoją najważniejszą powieść Halldór Laxness. Niezależni ludzie (wydani w latach 1934–1935) to lektura, która potrafi przytłoczyć swoim ciężarem, ale stanowi absolutny klucz do islandzkiego DNA. Kiedy w 1955 roku Laxness odbierał za nią Nagrodę Nobla, świat po raz pierwszy tak uważnie pochylił się nad dramatem człowieka walczącego o godność na wietrznym, zapomnianym pustkowiu.
Błoto i długi, czyli Islandia bez retuszu
Zanim ocenimy surowe, nierzadko szokujące wybory głównego bohatera, Bjartura z Sumarhús, musimy wejść w świat, który go ukształtował. Przełom XIX i XX wieku na wyspie nie miał nic wspólnego z dzisiejszym dobrobytem. To był czas, gdy islandzka wieś każdego dnia toczyła nierówną walkę o biologiczne przetrwanie, a system prawny i gospodarczy przypominał pętlę na szyjach najbiedniejszych.
Islandzka codzienność opierała się wówczas na kilku bezwzględnych filarach:
- System dzierżawy: Ziemia znajdowała się niemal w całości w rękach elity i Kościoła, co odbierało chłopom jakąkolwiek motywację do inwestowania w wynajmowane gospodarstwa.
- Vistarband: Najbardziej destrukcyjne prawo, zmuszające osoby bezrolne do pracy u bogatszych gospodarzy. Ten odpowiednik pańszczyzny skutecznie blokował wolny rynek pracy.
- Duński monopol handlowy: Dyktat cenowy obcych kupców w portach oznaczał, że praca przy wypasie owiec czy połowie ryb była permanentnie niedowartościowana.
- Spółdzielnie (Kaupfélag): Powstawały, by chronić chłopów przed wyzyskiem, ale z czasem same stawały się narzędziem lokalnej władzy i nacisku.
To właśnie z powodu prawa vistarband Bjartur spędził aż 18 lat jako służący. Świadomość tych dekad upokorzeń pozwala pojąć, dlaczego zdobycie nędznego, zrujnowanego skrawka ziemi stało się dla niego świętością i jedyną drogą do odzyskania człowieczeństwa.
Złożona droga twórcy
Halldór Laxness (urodzony w 1902 roku) doskonale rozumiał ten świat, choć jego własna droga literacka bynajmniej nie wiodła w linii prostej. Zanim napisał swoje opus magnum, przeszedł głęboką ewolucję ideologiczną, która wyostrzyła jego zmysł obserwacji.
Jako młody chłopak był zafascynowany folklorem i wiejskim tradycjonalizmem. W latach 20. XX wieku przeżył okres silnego zwrócenia się ku katolicyzmowi, co zaowocowało tekstami o zabarwieniu mistycznym. Prawdziwy wstrząs przyszedł jednak podczas jego pobytu w Stanach Zjednoczonych (w latach 1927–1930). Obserwacja brutalnych nierówności amerykańskiego kapitalizmu bezpowrotnie wyleczyła go z poszukiwań czysto duchowych. Skierował swoje sympatie ku socjalizmowi, co po powrocie na Islandię zaowocowało twórczością dojrzałą, społeczną i niezwykle krytyczną. Niezależni ludzie są właśnie owocem tego twardego zderzenia z rzeczywistością.
Dekonstrukcja narodowego mitu
Wśród czytelników naszego portalu często spotykam się z ogromnym zachwytem nad islandzkim uporem i hartem ducha. Warto jednak zauważyć, że w swojej powieści Laxness ten sam upór bezlitośnie obnaża i dekonstruuje. Bjartur święcie wierzy, że prawdziwa niezależność to całkowity brak długów finansowych i wdzięczności wobec kogokolwiek.
Jego życiowa dewiza: „Niezależność jest lepsza niż mięso”, zbiera tragiczne żniwo. W imię chorych zasad bohater woli odrzucić darowaną przez stowarzyszenie kobiet krowę, pozwalając, by jego ciężarna żona przymierała głodem. Pogarda dla miast i zrzeszeń sprawia, że zostaje kompletnie sam. Tragizm sytuacji sięga zenitu, gdy w czasie hossy I wojny światowej Bjartur daje się uwieść iluzji bogactwa, bierze kredyt na murowany dom, a powojenny kryzys zrównuje go z ziemią. Przejmując Sumarhús, banki odbierają mu sens życia. Laxness wyraźnie ostrzega tu swoich rodaków dążących wówczas do pełnej suwerenności: niepodległość zbudowana na braku empatii to tylko nowe imię dla zniewolenia.
Poezja i klątwy na surowym wrzosowisku
Mimo potężnej dawki realizmu społecznego, tkanka tej powieści jest gęsto przetykana staronordycką magią i poezją. Bjartur nie jest jedynie zgorzkniałym rolnikiem – to utalentowany skald. Układanie i recytowanie rímur, skomplikowanych poematów opartych na aliteracjach, ratuje mu życie w ekstremalnych sytuacjach, jak choćby podczas przeprawy przez lodowatą rzekę na grzbiecie renifera. Z biegiem lat poezja staje się jednak dla niego także tarczą i wymówką, pomagającą zagłuszyć cierpienie najbliższych.
Obok literatury oralnej, przez strony powieści przewijają się mroczne wierzenia. Dolina naznaczona jest klątwą irlandzkiego mnicha Kolumkilliego, a na wrzosowisku leży kurhan poćwiartowanej wiedźmy Gunnvör. Bjartur, pozując na nowoczesnego racjonalistę, ostentacyjnie omija jej grób w dniu swojego ślubu. Te zjawiska nadprzyrodzone dodają historii niesamowitej głębi. Możemy je traktować jako namacalne, niszczące fatum albo – z punktu widzenia współczesnej psychologii – jako halucynacje i projekcje umysłu człowieka odciętego od świata.
Jedyne pęknięcie w pancerzu
W tym pozbawionym sentymentów świecie jest jedna osoba, dla której twarde serce Bjartura bije mocniej – jego córka, Ásta Sóllilja. Chociaż wszystko wskazuje na to, że dziewczynka jest owocem cudzołóstwa jego żony z synem lokalnego bogacza, pasterz wychowuje ją i darzy niezwykle silnym uczuciem. To ona jest tą przysłowiową jedyną rysą na jego emocjonalnym pancerzu.
Ich więź kończy się dramatycznie, gdy dorastająca Ásta zachodzi w ciążę z wędrownym nauczycielem. Urażona męska duma pasterza zwycięża nad ojcowską miłością – dziewczyna zostaje wyrzucona z domu. Finał powieści przynosi jednak swoiste, choć gorzkie oczyszczenie. Zrujnowany rolnik odnajduje nędzną, chorą na gruźlicę córkę i zabiera ją ze sobą w dalszą drogę. Dopiero utrata całego dobytku pozwala Bjarturowi pojąć, że wolność ma sens wyłącznie wtedy, gdy człowiek dzieli ją z kimś bliskim.
Powieść, która tłumaczy duszę Północy
Uzasadnienie Nagrody Nobla, chwalące Laxnessa za transformację „mikrokosmosu islandzkiego wrzosowiska w makrokosmos ludzkiego losu”, po latach nie straciło nic ze swej trafności. Dziś Niezależnych ludzi stawia się w jednym rzędzie z takimi literackimi pomnikami jak Kristin Lavransdatter Sigrid Undset czy Sto lat samotności Gabriela Garcíi Márqueza. Choć w czasach zimnej wojny polityczne poglądy autora sprawiały mu na Zachodzie problemy, wybitna literatura potrafiła obronić się sama.
Dla każdego fana Islandii historia o Bjarturze z Sumarhús powinna być pozycją obowiązkową. Przypomina nam, że prawdziwa siła narodu, podobnie jak siła jednostki, nie bierze się ze ślepego izolacjonizmu. To piękna, choć przeraźliwie smutna lekcja o tym, z jak trudnego błota wyrosła współczesna Islandia. Warto ją przeczytać, by spojrzeć na ten fascynujący kraj z zupełnie innej perspektywy.