Laxness a polityka – kontrowersyjne poglądy pisarza
Zanim założyłam ten portal, Nagroda Nobla dla Islandii kojarzyła mi się wyłącznie z pięknymi, choć surowymi krajobrazami opisywanymi na kartach powieści. Z czasem, wsiąkając w tutejszą kulturę, zrozumiałam, że Halldór Laxness to nie tylko spiżowy pomnik literatury. To człowiek z krwi i kości, który w swoim długim życiu zdołał rozwścieczyć niemal każdego: od islandzkich rolników, przez konserwatywnych polityków, aż po dyrektora FBI. Śledzenie jego losów to fascynująca podróż przez islandzką duszę, ale też brutalną geopolitykę XX wieku.
Od klasztoru po parki pełne bezdomnych
W 1923 roku siedemnastoletni Halldór opuszcza niemal w stu procentach luterańską Islandię i robi coś, co w jego ojczyźnie wywołało konsternację – przechodzi na katolicyzm. Zamknięcie się w klasztorze św. Maurycego i przyjęcie imienia Kiljan nie było jednak wynikiem nagłego objawienia, a raczej przejawem młodzieńczego buntu przeciwko dusznej, prowincjonalnej mentalności ówczesnego Reykjavíku.
Ten ascetyczny epizod nie trwał długo. W latach 1927–1929 Laxness wylądował w Stanach Zjednoczonych. Zamiast jednak realizować sen o hollywoodzkiej sławie, zderzył się z brutalną rzeczywistością Wielkiego Kryzysu. Masowe bezrobocie i nędza, które obserwował na co dzień w parkach Los Angeles, ukształtowały jego światopogląd na nowo.
💡 WAŻNE: Zderzenie z raczkującym drapieżnym kapitalizmem sprawiło, że pisarz definitywnie porzucił mistycyzm na rzecz radykalnego socjalizmu. Uznał po prostu, że modlitwa nie nakarmi głodnych, co wyznaczyło jego ścieżkę polityczną na kolejne dekady.
Romans z Moskwą i późne otrzeźwienie
Najbardziej kontrowersyjną kartą w biografii noblisty pozostaje jego zaangażowanie w międzynarodowy ruch komunistyczny. W latach 30. i 40. stał się jednym z najgłośniejszych obrońców Związku Radzieckiego na Zachodzie. Podróż do Moskwy w 1938 roku, gdzie osobiście przyglądał się stalinowskim procesom pokazowym, zaowocowała wydaniem książki Gerska ævintýrið (Rosyjska przygoda). Laxness posunął się w niej do usprawiedliwiania totalitarnego terroru.
Rozmawiając dziś z islandzkimi znajomymi o tym mrocznym okresie jego twórczości, często dochodzimy do wniosku, że ta skrajna postawa wynikała z ogromnej desperacji. Pisarz był tak przerażony faszyzmem rosnącym w Europie, że dał się całkowicie zaślepić innej zbrodniczej ideologii.
Dopiero publikacja Skáldatími (Czas poety) w 1963 roku przyniosła pełne otrzeźwienie. Pisarz bezlitośnie rozebrał na czynniki pierwsze mechanikę dyktatury i otwarcie zerwał z dawnymi towarzyszami partyjnymi. Wprost przyznał, że władza absolutna nieuchronnie korumpuje moralność człowieka i czyni go narzędziem zła.
Baza w Keflavíku na celowniku FBI
Okres powojenny brutalnie zweryfikował pozycję Islandii na mapie świata. Dawna peryferyjna wyspa z dnia na dzień stała się strategicznym "lotniskowcem" dla raczkującego NATO. Kiedy w 1946 roku Amerykanie naciskali na przedłużenie swojej militarnej obecności w bazie w Keflavíku, Laxness wytoczył najcięższe działa.
W powieści Atómstöðin (Stacja Atomowa) bezpardonowo punktował, jak obce wpływy i "zagraniczne złoto" korumpują islandzkie społeczeństwo, a lokalnych polityków oskarżał wprost o zdradę stanu. Reakcja globalnego mocarstwa na teksty autora z małej wyspy mogła zaskakiwać swoją bezwzględnością.
Dzięki odtajnionym po latach dokumentom wiemy, że noblistą osobiście zainteresował się dyrektor FBI, J. Edgar Hoover. Służby obawiały się, że zyski z amerykańskich bestsellerów pisarza zasilają konto wywrotowców. CIA na bieżąco monitorowało jego zagraniczne podróże, a Departament Stanu wymusił na wydawcach całkowitą blokadę jego książek na rynku anglojęzycznym.
⚠ UWAGA: W ramach klasycznej "Czerwonej Paniki" na autora napuszczono nawet amerykański urząd skarbowy (IRS). Próbowano zniszczyć go nie jako więźnia sumienia, ale kreując na zwykłego przestępcę podatkowego.
Święte krowy Islandii: Sagi i mityczni rolnicy
Laxness potrafił irytować nie tylko amerykański wywiad, ale też własnych rodaków. Dla nas, zafascynowanych kulturą Północy, jak i dla samych Islandczyków, sagi to absolutny fundament narodowy. Gdy w latach 40. pisarz postanowił wydać je w uwspółcześnionej, przystępnej dla zwykłego człowieka pisowni, naraził się całemu konserwatywnemu establishmentowi.
Parlament zareagował błyskawicznie – uchwalił ustawę dającą państwu monopol na druk tekstów średniowiecznych. Autor całkowicie zignorował ten zakaz, wydał Hrafnkels saga i stanął przed sądem. Jego ostateczne uniewinnienie przez Sąd Najwyższy uważa się dziś za kamień milowy w walce o wolność słowa na wyspie.
Z równie dużą bezkompromisowością potraktował narodowy mit o dzielnym, samodzielnym chłopie. W swojej najsłynniejszej powieści, Sjálfstætt fólk (Niezależni ludzie), przedstawił upartego farmera, który w imię fałszywie pojętej "niezależności" niszczy życie własnej rodziny. Obnażenie brutalnej prawdy o ekonomicznym zniewoleniu rolników sprawiło, że islandzka prowincja na długie lata odwróciła się od swojego najwybitniejszego twórcy.
Czego uczy nas dziś Laxness?
Pod koniec życia ten wieczny buntownik wycofał się z ideologicznych frontów, odnajdując wyciszenie w taoizmie i spokojnej kontemplacji natury.
Jako redaktorka serwisu o Islandii widzę w Halldórze Laxnessie postać fundamentalną, ale też pełną sprzeczności. Popełniał dramatyczne błędy w ocenie systemów totalitarnych i często drażnił otoczenie swoją pisarską arogancją. Jednocześnie zapłacił za to ogromną osobistą cenę – od inwigilacji przez obce służby specjalne, po procesy sądowe we własnym kraju.
Dziś jego książki to dla nas coś znacznie więcej niż tylko znakomita, noblowska literatura. To potężna lekcja o kruchości suwerenności, pułapkach ekstremizmów i konieczności ochrony własnej kultury. Jeśli Wasza przygoda z Islandią ograniczała się dotąd do podziwiania wodospadów i lodowców, koniecznie sięgnijcie po jego prozę. Zrozumiecie ten niezwykły kraj i jego mieszkańców o wiele, wiele lepiej.