Jak sfotografować Hallgrímskirkja i oddać jej prawdziwy charakter?

Stojąc na końcu słynnej "Tęczowej Ulicy", łatwo ulec złudzeniu, że zrobienie doskonałego zdjęcia Hallgrímskirkja to po prostu kwestia wciśnięcia spustu migawki. Rzeczywistość bywa jednak brutalna – na ekranie aparatu ta monumentalna, wysoka na 74,5 metra bryła potrafi zamienić się w płaską, szarą plamę. Przez lata prowadzenia serwisu o Islandii i po dziesiątkach spacerów pod kościołem zrozumiałam, że ta specyficzna architektura wymaga zupełnie innego podejścia. Nie wystarczy tam po prostu pójść; trzeba poczuć rytm tutejszego światła, surowej pogody i zrozumieć zamysł samego twórcy.

Islandzki bazalt zaklęty w betonie

Architekt Guðjón Samúelsson, projektując ten kościół w 1937 roku, odrzucił europejskie wzorce i w pełni zwrócił się ku islandzkiej naturze. Charakterystyczna schodkowa fasada to bezpośrednie nawiązanie do potężnych, bazaltowych kolumn (stuðlaberg), które możemy podziwiać chociażby przy wodospadzie Svartifoss.

Dla nas, z aparatami w dłoniach, ta surowa forma jest ogromnym atutem, o ile potrafimy z nią współpracować. Betonowe słupy z domieszką białego granitu fantastycznie chwytają cienie. Gdy trafisz na odpowiedni kąt padania światła, ostra geometria budynku zaczyna dosłownie ożywać. Z własnego doświadczenia gorąco polecam spróbować tu czarno-białej fotografii – brak koloru bezbłędnie podbija kontrast między rytmem fasady a ciężkim, burzowym niebem Północy, tworząc kadry pełne niesamowitej, wręcz ekspresjonistycznej głębi.

Fizyka arktycznego światła

Islandzkie słońce żyje własnym życiem i często wymyka się podręcznikowym zasadom. Zimą, w okresie od listopada do lutego, tarcza słoneczna wędruje tak nisko nad horyzontem, że nawet w samo południe rzuca na budynek ostre, boczne światło. To absolutnie wymarzone warunki do fotografowania monumentalnej architektury. Cienie stają się długie, rzeźbią elewację, a jeśli na betonowych uskokach zalega szron lub śnieg, zyskujesz naturalny, bardzo mocny kontrast.

Z kolei sezon letni daje niesamowity komfort pracy w plenerze. Dzięki zjawisku "słońca o północy", rewelacyjne, miękkie oświetlenie utrzymuje się przez długie godziny. Wyjście z aparatem o drugiej w nocy, gdy ulice Reykjavíku są puste, a niebo mieni się pastelami, to jedno z tych doświadczeń, dla których warto zarwać sen podczas pobytu na wyspie.

Sezon Warunki i polecane podejście do kadru
Zima Niskie światło, długie cienie, szron na fasadzie. Idealny czas na długie naświetlania nocne.
Wiosna Melancholijny klimat i częsty deszcz. Mokry beton zyskuje na fakturze i pięknie odbija światło latarni.
Lato Miękkie, długo utrzymujące się światło nocne. Znakomita okazja do zdjęć bez tłumu turystów.
Jesień Ciekawy kontrast między pierwszymi nocnymi przymrozkami a wciąż ciepłymi barwami nieba o zachodzie.

Poza utartym szlakiem: kompozycja i perspektywa

Ujęcie z ulicy Skólavörðustígur, z barwnym asfaltem naturalnie prowadzącym wzrok ku symetrycznej wieży, to oczywiście piękny klasyk. Warto mieć je w swoim portfolio, ale prawdziwa satysfakcja pojawia się wtedy, gdy zejdziemy z tej głównej osi.

Eksplorując pobliskie boczne uliczki, na przykład Njálsgata, można świetnie wykorzystać tradycyjną, kolorową zabudowę stolicy jako ramę dla kościoła. Zabieg ten znakomicie osadza budowlę w miejskim kontekście i oddaje jej prawdziwą skalę. Niezwykle mocny efekt daje również użycie ultraszerokiego kąta (np. 14mm) prosto spod pomnika Leifura Eiríkssona. Niska "żabia perspektywa" potęguje wrażenie, że iglica dosłownie wbija się w chmury. Natomiast pasjonaci pracy z teleobiektywami docenią dystans z brzegów jeziora Tjörnin. Odpowiednia kompresja optyczna sprawia stamtąd, że Hallgrímskirkja sprawia wrażenie górskiego szczytu wyrastającego bezpośrednio z dachów miasta.

Nowe oblicze nocy i polowanie na zorzę

Rok 2022 przyniósł kolosalną zmianę w tym, jak najważniejszy islandzki kościół prezentuje się po zmroku. Stare instalacje świetlne ustąpiły miejsca zaawansowanemu systemowi LED firmy Griven. Teraz budowla jest precyzyjnie oświetlona z każdej strony. Projektanci postawili na chłodniejsze tony oświetlenia zewnętrznego (około 4000K), co niesamowicie współgra z trójwymiarową strukturą betonu i kontrastuje z ciepłym blaskiem bijącym z wieży zegarowej.

To doskonała wiadomość dla fotografów polujących na zorzę polarną (Aurorę Borealis) nad iglicą. O ile silna łuna miejska wciąż bywa przeszkodą, nowy system posiada nieocenioną dla nas funkcję midnight dimming. Po północy intensywność iluminacji fasady zostaje zredukowana, co pozwala na naświetlanie nieba przez znacznie dłuższy czas bez ryzyka przepalenia bieli kościoła na zdjęciu.

Minimalizm i 5000 piszczałek

Wnętrze Hallgrímskirkja to fascynująca przestrzeń – monumentalna, a jednocześnie niezwykle wyciszona, będąca kwintesencją nordyckiego minimalizmu. Zdecydowanie największe wrażenie robi w pogodne popołudnia, kiedy to wysokie okna przepuszczają smugi światła, rzucając barwne refleksy z witraży prosto na chłodną, kamienną posadzkę.

Wzrok przykuwają natychmiast potężne organy Klais Orgelbau, liczące równe 5 275 piszczałek. Ich metaliczna powierzchnia geometrycznie komponuje się z białym tynkiem. Będąc tam na miejscu, zawsze proszę znajomych fotografów o jedno: wyłączenie lampy błyskowej. Współczesne aparaty bez problemu radzą sobie z wartościami ISO rzędu 3200-6400, a naturalnie oddane oświetlenie, nawet z lekkim, cyfrowym ziarnem, zachowuje tę unikalną, wręcz mistyczną atmosferę, którą brutalnie niszczy pojedyncze błyśnięcie flesza.

Fotografia z powietrza w granicach prawa

Perspektywa lotnicza nad tak wyjątkowym budynkiem naturalnie kusi, jednak wzniesienie drona wokół Hallgrímskirkja wymaga ścisłej znajomości lokalnego prawa. Jesteśmy tuż przy strefie podejścia pobliskiego lotniska krajowego Reykjavík Domestic Airport, co wiąże się z bardzo rygorystycznymi procedurami.

Zgodnie z ujednoliconymi na Islandii wymogami EASA, każdy operator ma obowiązek posiadać certyfikat A1/A3 oraz zarejestrować swój sprzęt w systemie Flydrone.is (opłata rzędu 5500 ISK). Teoretycznie drony mogą tu operować do wysokości samej wieży, w praktyce jednak przepisy bezwzględnie nakazują zachowanie 150 metrów dystansu w poziomie od budynków publicznych. Mając na uwadze bezpieczeństwo, trzeba też pamiętać o silnych, nieprzewidywalnych zawirowaniach wiatru, które w tym punkcie miasta potrafią być wyjątkowo zwodnicze.

Praktyczne zaplecze udanej sesji

Każdy zadowalający kadr z Islandii to zazwyczaj efekt solidnego planowania. Pamiętam, jak na początku swojej fascynacji tą wyspą wjechałam na odkryty taras widokowy kościoła (ponad 70 metrów nad ziemią), by zorientować się, że lodowaty wiatr zdążył niemal do zera wyssać energię z mojej baterii. Tutejszy klimat potrafi zaskoczyć w kilka minut.

Przed każdym plenerem sprawdzam prognozę na vedur.is, zwracając krytyczną uwagę na siłę wiatru. Gdy odczyty przekraczają 15 m/s, wstęp na taras wieży bywa zamykany, a operowanie aparatem na statywie na poziomie ulicy zamienia się w walkę z wibracjami. Integralną częścią mojego ekwipunku, obok zapasowych akumulatorów, stały się filtry szare (ND). Z ich pomocą w pogodne dni można elegancko rozmyć ruch turystów przed głównym wejściem. Ważna jest też odzież termiczna – podmuchy wiatru od oceanu potrafią zmrozić nawet w środku kalendarzowego lata.

Hallgrímskirkja to stanowczo zbyt złożony obiekt na przelotne, wycieczkowe "pstryk". To budynek, który żyje, oddycha i reaguje na islandzką pogodę, przy każdej wizycie serwując inną opowieść. Wymaga cierpliwości, ale w zamian potrafi odwdzięczyć się kadrami, z których po prostu nie można oderwać wzroku.