Kto z nas, miłośników islandzkich brzmień, nie nucił kiedyś pod nosem „Little Talks”? Dziś Of Monsters and Men to globalna marka, ale jako redaktorka, która od lat śledzi z fascynacją naszą lokalną scenę, zawsze z największym sentymentem wracam do ich początków. A te wcale nie zapowiadały stadionowego rozmachu. Zaczęło się dość banalnie – od skarg sąsiadów na hałas w pewnym ciasnym mieszkaniu w Reykjavíku, tuż po tym, jak świeżo uformowany zespół, drżąc ze stresu, zgarnął główną nagrodę na festiwalu[cite: 2].

Fabryka talentów na wulkanicznej wyspie

Islandzka maszyna do łowienia talentów opiera się na surowym, ale genialnie skutecznym systemie. Músíktilraunir to nie jest typowy, szkolny konkurs piosenki, do jakich przywykliśmy. To potężna instytucja, wpisana w kulturalny kalendarz wyspy od 1982 roku[cite: 2]. Wyobraźcie sobie bezpardonową bitwę kapel, w której młodzi artyści (między 13 a 25 rokiem życia) walczą o nagrody zmieniające życie: darmowy dostęp do profesjonalnego studia, widoczność w ogólnokrajowych mediach i przepustkę na najważniejszy festiwal showcase’owy – Iceland Airwaves[cite: 2].

Z tego samego tygla wyszły takie nasze perełki jak Mammút, Vök czy Samaris, a swoje pierwsze szlify zdobywały tam wczesne projekty Jónsiego z Sigur Rós[cite: 2]. W marcu 2010 roku na tę samą scenę wszedł nikomu nieznany kwartet, który wkrótce miał zdetronizować pod względem sprzedaży samą Björk[cite: 2].

Od szeptanego folku do wokalnej fuzji

Zanim usłyszeliśmy festiwalowe hymny, była tylko introwertyczna dziewczyna z gitarą akustyczną. Nanna Bryndís Hilmarsdóttir dorastała w Garður – maleńkiej, wietrznej osadzie na półwyspie Reykjanes, wciśniętej między dwie latarnie morskie[cite: 2]. Ten surowy, odizolowany krajobraz idealnie współgrał z jej ówczesnym projektem solowym, pod którym ukrywała się jako Songbird[cite: 2]. Nanna cichutko, niemal szeptem, śpiewała teksty przesiąknięte lokalnymi legendami o zjawach[cite: 2].

Zasłuchiwała się wtedy w debiutanckim albumie Bon Ivera (For Emma, Forever Ago), chłonęła dźwięki Feist, Lianne La Havas i kanadyjskiego Arcade Fire[cite: 2]. Co ciekawe, utworem, na którym uczyła się swojego rzemieślniczego stylu gry, była kompozycja „Poke a Pal” naszego ukochanego islandzkiego barda, Mugisona[cite: 2].

Praca na kasie w wypożyczalni wideo i granie po lokalach na wieczorach open mic w stolicy szybko uświadomiły jej jednak, że formuła solowa ma swoje granice[cite: 2]. Potrzebowała szerszego tła. Do współpracy wciągnęła więc dawnego kolegę ze szkoły, Brynjara Leifssona, który dołożył brzmienie gitary elektrycznej[cite: 2].

Złoty strzał nastąpił jednak dopiero, gdy ścieżki Nanny przecięły się z Ragnarem „Raggim” Þórhallssonem z konserwatywnego Garðabær[cite: 2]. Raggi miał gitarę od dziewiątego roku życia, ale tak na poważnie wziął się za granie zaledwie jako 17-latek – wcześniej bardziej kręciły go sztuki wizualne[cite: 2]. To właśnie zestawienie ich wokali (krystalicznej, słodkiej barwy Nanny i matowego barytonu Raggiego) zdefiniowało to, czym mieli się za moment stać[cite: 2].

Zespół złożony w siedem dni

Absolutnie zdumiewa mnie fakt, że ta ekipa złożyła swój konkursowy materiał w zaledwie tydzień. Decyzja o starcie w Músíktilraunir padła niemal rzutem na taśmę[cite: 2].

Żeby projekt miał sens na scenie, potrzebowali perkusji, dlatego zrekrutowali Arnara Rósenkranza Hilmarssona[cite: 2]. Arnar nie zamierzał jednak po prostu wybijać rytmu. Przyniósł na próby melodikę, glockenspiel i najróżniejsze przeszkadzajki, kompletnie odmieniając ich brzmienie[cite: 2]. Zespół miał tylko siedem dni na zaaranżowanie i zgranie całego setu[cite: 2].

Sama nazwa – Of Monsters and Men – wyszła od Raggiego[cite: 2]. Oboje z Nanną mieli po dziurki w nosie śpiewania banalnych piosenek o miłości; woleli opowiadać baśnie[cite: 2]. Dla nas, Islandczyków, mistycyzm wpisany jest w codzienność, a oni czerpali z niego pełnymi garściami. Ojciec Raggiego otwarcie opowiadał, że jako 11-latek widział ducha swojego zmarłego dziadka[cite: 2]. Z kolei ojciec Arnara był święcie przekonany, że jego garaż zamieszkuje opiekuńczy troll[cite: 2].

To głębokie zakorzenienie w islandzkiej mitologii dało im autentyczność, której nie da się wykreować w studiu nagraniowym. Ich unikalny, opowiadający historie styl wyrósł bezpośrednio z opowieści zasłyszanych w rodzinnych domach[cite: 2].

Noc, która zmieniła wszystko

27 marca 2010 roku, w surowych, industrialnych murach Listasafn Reykjavíkur, odbył się wielki finał[cite: 2]. Nanna po latach przyznała, że zżerała ich paraliżująca trema[cite: 2].

Na scenie zaproponowali jednak coś, co całkowicie rozbroiło jurorów. Ich muzyka była połączeniem dawnej, intymnej melancholii Songbird z potężną, plemienną dynamiką nowej sekcji[cite: 2]. Zagrali m.in. utwór „Phantom” – mroczną, bardzo osobistą piosenkę napisaną przez Nannę, gdy miała zaledwie 16 lat[cite: 2]. Choć jako zespół mieli zerowe doświadczenie sceniczne, ujęli krytyków swoją surową emocjonalnością i niezwykłym luzem, z jakim w trakcie piosenek wymieniali się instrumentami[cite: 2].

Zmiażdżyli faworytów: zespół Vulgate (drugie miejsce) oraz The Assassin of a Beautiful Brunette (trzecie miejsce)[cite: 2]. A potem ruszyli świętować zwycięstwo, zaliczając słynną imprezę w mieszkaniu Nanny, która skończyła się wspomnianymi skargami sąsiadów na hałas[cite: 2].

Zobaczcie, jak błyskawicznie krystalizował się ich skład w tym gorącym okresie:

Muzyk Funkcja w konkursie (Marzec 2010)[cite: 2] Rola podczas Airwaves i sesji (2010–2011)[cite: 2] Dodatkowe instrumenty[cite: 2] Pochodzenie i ciekawostki[cite: 2]
Nanna Bryndís Hilmarsdóttir Wokal prowadzący, gitara akustyczna Główny wokal, gitara rytmiczna, fortepian Organy, fortepian Garður; założycielka solowego projektu Songbird
Ragnar „Raggi” Þórhallsson Wokal wspierający, melodika, glockenspiel Współgłówny wokal, gitara akustyczna Melodika, glockenspiel Garðabær; pomysłodawca baśniowej konwencji i nazwy
Brynjar Leifsson Gitara elektryczna Gitara prowadząca, wokale w tle Melodika, tamburyn, gitara barytonowa Szkolny znajomy Nanny
Arnar Rósenkranz Hilmarsson Perkusja, glockenspiel, tamburyn Perkusja, bogate instrumenty perkusyjne Melodika, akordeon, fortepian, wokal Dołączył zaledwie na kilka dni przed przesłuchaniami
Árni Guðjónsson Nieobecny Klawisze, akordeon Fortepian, organy, wokal Dołączył przed festiwalem Airwaves w 2010 roku
Kristján Páll Kristjánsson Nieobecny Gitara basowa, wokal wspierający Akustyczny bas, shaker Zwerbowany w tym samym czasie, by spiąć sekcję rytmiczną

Magia Iceland Airwaves i podbój USA

Zwycięstwo dało im bilet na Iceland Airwaves w listopadzie 2010 roku. Żeby na dużej scenie zabrzmieć monumentalnie, zaprosili do składu basistę Kristjána Pálla Kristjánssona i klawiszowca Árniego Guðjónssona[cite: 2]. Ten koncert to do dziś jedna z piękniejszych legend naszego festiwalu: w powietrzu unosiła się magia, scenę oplatały lampki choinkowe, w tle leciały stare, czarno-białe filmy, a Árni w kulminacyjnym momencie założył na głowę wielką maskę wilka[cite: 2].

Trampoliną do międzynarodowej kariery okazało się jednak zupełnie inne wydarzenie z tamtego okresu. Ekipa kultowego radia KEXP z Seattle nagrała akustyczną wersję „Little Talks” prosto w salonie Ragnara[cite: 2]. Wideo wrzucone na YouTube błyskawicznie stało się wiralem[cite: 2]. W sierpniu 2011 roku potężna, filadelfijska stacja Radio 104.5 (WRFF) zaczęła puszczać ten numer bez opamiętania, odpalając efekt domina w amerykańskim eterze[cite: 2].

Po podpisaniu lokalnej umowy z Record Records w lutym 2011 r., bardzo szybko zostali przechwyceni przez giganta – Universal Music Group zaoferowało im kontrakt na cztery albumy[cite: 2]. Jesienią 2011 roku wyszedł ich debiut My Head Is an Animal. Płyta wylądowała na 6. miejscu najważniejszej amerykańskiej listy Billboard 200, sprzedając się w nakładzie 55 tysięcy kopii w ciągu zaledwie pierwszego tygodnia[cite: 2]. Pobili tym samym dotychczasowy eksportowy rekord naszej wyspy, należący od 2007 roku do Björk (jej album Volta dotarł do 9. miejsca)[cite: 2].

Przyjrzyjmy się z bliska kompozycjom, które wygenerowały ten sukces:

Tytuł utworu O czym to jest?[cite: 2] Brzmienie i aranżacja[cite: 2] Kulisy powstania[cite: 2]
„Little Talks” Rozmowa starszej kobiety z duchem zmarłego męża; porusza temat demencji. Totalny kontrast: przejmujący smutek tekstowy w radosnym rytmie dęciaków i ska. Inspiracją była historia starszego małżeństwa, mieszkającego przez 30 lat w domu Nanny.
„Six Weeks” Dzieje pioniera Hugh Glassa, zmasakrowanego przez niedźwiedzia grizzly. Napędzany fortepianem hymn o mocno plemiennym charakterze. Nanna wpadła na ten pomysł po przeczytaniu artykułu o „historycznych twardzielach”.
„From Finner” Zmyślona baśń o potężnym wielorybie z domem na grzbiecie. Epicka przestrzeń z wyraźnie wybijającym się akordeonem. Zespół stawiał, że to właśnie ten utwór będzie ich największym radiowym hitem, a nie Little Talks.
„Love Love Love” Rozpad relacji i bolesna refleksja po stracie. Niezwykle surowa ballada oparta zaledwie na jednej gitarze akustycznej. Nagrana stuprocentowo na żywo, bez późniejszych doklejek. W tle słychać nawet naturalne skrzypienie sprzętu.
„Dirty Paws” Fantastyczna opowieść o wojnie ptaków z pszczołami. Spokojny, akustyczny początek, rosnący aż do wielkiego, stadionowego refrenu. To właśnie stąd muzycy wycięli tytuł całego debiutanckiego albumu.
„Phantom” Melancholia i wewnętrzne stany zawieszenia. Intymny wokal Nanny, ukłon w stronę solowych lat z projektu Songbird. Numer ograny już na Músíktilraunir w 2010 r., ale oficjalnie dołożony na płytę dopiero z okazji jej 10-lecia.

Kryzys w trasie i muzyczna wolność

Nikt nie wychodzi cało ze zderzenia z bezwzględną machiną globalnego przemysłu fonograficznego. Tempo i morderczy rygor tras koncertowych przyniosły pierwsze tąpnięcia.

Z końcem 2012 roku grupę opuścił Árni Guðjónsson[cite: 2]. Nie owijał w bawełnę – otwarcie przyznał, że artystycznie wyjałowiło go codzienne granie „Little Talks”, a nieustanne życie na walizkach niszczyło mu psychikę[cite: 2]. Odejście skwitował z typowym dla nas, wyspiarzy, ironicznym dystansem: stwierdził, że na Islandii bywa tak nudno, że ludzie z braku sensownego zajęcia robią rzeczy absurdalne, jak chociażby zakładanie rockowych zespołów[cite: 2]. Árni wrócił do komponowania muzyki klasycznej, założył elektroniczny projekt Blóðberg i skupił się na uczeniu innych[cite: 2]. Grupa postanowiła nie szukać stałego zastępstwa, a na trasy zaczął z nimi jeździć zaprzyjaźniony muzyk sesyjny, Steingrímur Karl Teague[cite: 2].

Muzycznie też ruszyli w nowe rejony. Wydany w 2015 roku Beneath the Skin był znacznie mroczniejszy – radosny folk ustąpił miejsca cięższym gitarom, a teksty kręciły się wokół psychicznych burz i ludzkiej anatomii („Organs”, „Thousand Eyes”)[cite: 2]. Krążek Fever Dream z 2019 rzucił ich w objęcia nowoczesnego popu, z kolei album All Is Love and Pain in the Mouse Parade z 2025 roku genialnie zintegrował orkiestrę z elektroniką[cite: 2]. Równolegle Nanna wróciła do swoich akustycznych korzeni. Jej solowy album How to Start a Garden z 2023 roku, nad którym współpracowała z Aaronem Dessnerem z The National, jest w mojej opinii piękną i dojrzałą kontynuacją tamtej dziewczyny śpiewającej cicho o duchach w Garður[cite: 2].

Jako pasjonatka islandzkiej kultury od lat powtarzam jedno: największą siłą muzyków stąd jest ich autentyczność. Nie skopiujesz sukcesu goniąc za zagranicznymi trendami. To właśnie silna lokalna tożsamość pozwoliła im porwać miliony ludzi na świecie[cite: 2].

Historia Of Monsters and Men to piękny dowód na to, jak skuteczny jest nasz lokalny system edukacji muzycznej[cite: 2]. Czasem wystarczy szczerze opowiedziana historia i siedem dni prób, by muzyka, która narodziła się pod surową latarnią morską, usłyszana została na największych festiwalach po obu stronach oceanu.