Złoty Krąg samochodem – parkingi i czas zwiedzania
Złoty Krąg to dla wielu osób pierwszy i najważniejszy punkt na turystycznej mapie Islandii. Kiedy kilkanaście lat temu stawiałam tam swoje pierwsze kroki, zakładałam naiwnie, że to po prostu świetnie oznaczona, prosta trasa, po której sunie się bez większego wysiłku. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia – zaskoczyły mnie tłumy z autokarów, wiatr dosłownie urywający drzwi w wynajętym aucie i stres przed mandatami za brak opłat w systemach, o których nikt mi wcześniej nie powiedział.
Dziś, mając za sobą dziesiątki przejechanych kilometrów po tej niezwykłej wyspie, chcę oszczędzić ci nauki na własnych błędach. Zebrałam tu czyste konkrety, które pomogą ci ogarnąć te kultowe 300 kilometrów z pełnym spokojem.
Złoty Krąg to nie jedna droga
Wrzucenie w nawigację hasła „Złoty Krąg” i jazda przed siebie to błąd, który często kosztuje sporo zmarnowanego czasu. Ta trasa to w rzeczywistości skomplikowana sieć połączeń o długości od 230 do 350 kilometrów. Sposób, w jaki ułożysz swój plan, zadecyduje o komforcie zwiedzania.
- Klasyczna Pętla: Zakłada jazdę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jest bardzo intuicyjna na pierwszy raz, jednak oznacza poruszanie się w tym samym rytmie co dziesiątki autokarów z zorganizowanymi wycieczkami.
- Model Odwrócony: Mój absolutny faworyt i trik, który zawsze polecam znajomym. Ruszasz pod prąd turystycznej rzeki. Kiedy rano inni tłoczą się przy gejzerach, ty masz Park Narodowy Þingvellir prawie wyłącznie dla siebie.
- Trasa Rozszerzona: Wymaga przeznaczenia na wycieczkę pełnego dnia, ale pozwala włączyć do planu krater Kerið i gorące źródła. Zimą trzeba jednak bardzo rygorystycznie pilnować zegarka, bo słońce szybko chowa się za horyzontem.
"Wielka Trójka" w praktyce – jak nie zwariować na parkingach
Islandia to kraj, w którym papierowa gotówka to dziś bardziej pamiątka niż środek płatniczy. Biegłe posługiwanie się aplikacjami parkingowymi to na Złotym Kręgu absolutna podstawa, ponieważ tradycyjne parkomaty stają się rzadkością, a systemy oparte na kamerach i skanowaniu tablic rejestracyjnych nie wybaczają błędów.
Park Narodowy Þingvellir
To jedyne miejsce na trasie wpisane na listę UNESCO, pozwalające dosłownie przespacerować się szczeliną między dwiema płytami tektonicznymi – północnoamerykańską i eurazjatycką. Ogromna infrastruktura została tu stworzona po to, aby chronić delikatny ekosystem przed rozjechaniem. Opłatę (1000 ISK za auto osobowe) najwygodniej uregulować przez stronę Checkit.is. Wystarczy zapłacić raz, na przykład na głównym parkingu P1, by zyskać bilet ważny we wszystkich strefach parku przez cały dzień.
Geysir i obszar Haukadalur
Wizyta w tej dolinie to intensywny zapach siarki i niezwykły spektakl hydrotermalny. Słynny Wielki Geysir budzi się obecnie niezwykle rzadko, ale jego mniejszy brat Strokkur regularnie, co 6-10 minut, wypluwa słup wrzątku na 30 metrów w górę. Cyfrowy system parkingowy działa tu bezlitośnie. Kamery przy wjeździe od razu odnotowują obecność auta, dlatego najlepiej opłacić postój (1000 ISK) w aplikacji Parka.is (strefa 8201). Zdarza się o tym zapomnieć pod wpływem emocji – w takim wypadku system daje 24 godziny na uregulowanie należności w internecie. Po tym czasie mandat trafia do wypożyczalni, która z radością doliczy swoją prowizję administracyjną.
Wodospad Gullfoss
Potęga rzeki spływającej z lodowca Langjökull, która spada w dwóch progach z takim hukiem, że ciężko usłyszeć stojącą obok osobę, robi kolosalne wrażenie. W świecie powszechnej komercjalizacji islandzkich cudów natury, mam tu doskonałą wiadomość – w sezonie 2025 i 2026 parking przy wodospadzie pozostaje całkowicie darmowy. Warto zostawić auto na górnym poziomie przy centrum dla zwiedzających, skąd roztacza się najlepszy widok. Zimą należy uważać na oblodzenie, przez które dolna ścieżka bywa czasowo zamykana.
Walka o przetrwanie: Pogoda i Auto
Wypożyczenie samochodu na Islandii to temat wymagający rozwagi. Letnie przejażdżki zwykłą osobówką (od czerwca do września) bywają usypiająco spokojne i bezproblemowe. Zima, trwająca tu od października do maja, nie wybacza jednak oszczędności. Islandzki „czarny lód” pojawia się na asfalcie znikąd. W połączeniu z wiatrem wiejącym nierzadko z prędkością 30 m/s, lekkie auto na jednej osi to proszenie się o kłopoty. Napęd 4x4 w tym okresie to po prostu kwestia bezpieczeństwa.
Złotą zasadą, o której przypominam każdemu wyruszającemu w trasę, jest poranne sprawdzanie stron Safetravel.is oraz Road.is. Czerwony alert i prośba o pozostanie w hotelu to nie jest tylko nadopiekuńczość lokalnych służb – to realne ostrzeżenie przed żywiołem. Należy też wziąć poprawkę na długość dnia. W styczniu zyskujesz niecałe 4,5 godziny słońca, co wymusza idealne zgranie trasy z krótkim oknem pogodowym.
Żołądek i bak: Jak nie zbankrutować
Koszty paliwa na wyspie potrafią zrujnować najbardziej dopracowany budżet. Na stacjach typu N1 (największa sieć) czy Orkan tankowanie odbywa się samoobsługowo, a terminale przy dystrybutorach wymagają fizycznego kodu PIN do karty. Płatności zbliżeniowe telefonem bez podania kodu często odmawiają posłuszeństwa. Aby uniknąć stresu z pustym bakiem w szczerym polu, warto kupić na stacji obsługowej kartę przedpłaconą (pre-paid).
Gdy dopadnie cię głód, ratunkiem bywa kultowy islandzki hot-dog na stacji benzynowej za około 450 ISK. Poważniejsze zaopatrzenie najlepiej jednak zaplanować jeszcze w Reykjavíku, odwiedzając dyskonty takie jak Bónus (szukaj żółto-różowej świnki) lub Krónan. Małe, wiejskie sklepiki typu Krambúðin mają urok, ale ich ceny bywają o 30–50% wyższe.
Poza głównym szlakiem
Niewielki zapas czasu pozwala uciec od gęstniejących tłumów i odkryć perełki leżące zaledwie kilka minut od głównej drogi.
Krater Kerið, z jego turkusowym jeziorem spoczywającym na dnie rdzawego, 3000-letniego leja, to jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w południowej Islandii. Znajduje się tuż przy drodze nr 35. Wejście kosztuje symboliczną w islandzkich realiach kwotę 600 ISK (parking jest już w cenie), a obejście całości zajmuje mniej niż godzinę.
Po intensywnym dniu nic nie regeneruje sił tak dobrze, jak zanurzenie się w naturalnej gorącej wodzie. Zamiast oblegać turystyczne molochy, polecam zjechać do niewielkiego Flúðir, gdzie mieści się Secret Lagoon (Gamla Laugin). To najstarszy basen w kraju, zbudowany pod koniec XIX wieku. Temperatura wody utrzymuje się na stałym poziomie 38–40°C, a tuż przy brzegu naturalnego basenu bulgocze maleńki gejzer. Nie ma tu nowoczesnych spa ani luksusów, jest za to czysta, surowa autentyczność, jakiej szuka się na Islandii.
Odpowiednie przygotowanie techniczne, znajomość aplikacji parkingowych i pokora wobec islandzkiej pogody sprawią, że Złoty Krąg będzie fantastyczną, całodniową przygodą, a nie powodem do logistycznej frustracji.