Islandzka Wielkanoc, zwana Páskar, to dla mnie jedno z najbardziej fascynujących zjawisk socjologicznych na tej wyspie. Przez lata pisania o Islandii i zgłębiania jej kultury wielokrotnie obserwowałam, jak surowy luteranizm w przedziwny sposób splata się tutaj z pogańską nostalgią za słońcem i zupełnie współczesnym, wręcz masowym zamiłowaniem do czekolady. To czas, w którym naród dosłownie zatrzymuje się w miejscu, by celebrować przetrwanie kolejnej arktycznej zimy.

Cienie wikingów i surowy luteranizm

Kształt dzisiejszych świąt to efekt wielowiekowej ewolucji. Wszystko zaczęło się w 1000 roku n.e., kiedy to na obradach Alþingi, po dobie medytacji pod futrzanym kocem, rzecznik prawa Þorgeir Ljósvetningagoði podjął polityczną decyzję o przyjęciu chrześcijaństwa. Dawne nordyckie rytuały płodności i powrotu słońca musiały ustąpić miejsca liturgii.

Prawdziwą rewolucję przyniósł jednak XVI wiek i późniejszy okres ortodoksji luterańskiej (1580–1713). Wprowadzono wówczas niezwykle surowe zasady moralne, które na stałe ukształtowały islandzką Wielkanoc jako czas głębokiej, domowej refleksji. Nawet tak prozaiczny, europejski zwyczaj jak obdarowywanie się jajkami miał tu początkowo wymiar wyłącznie symboliczny. Na wyspie po prostu brakowało kur – hodowla drobiu upowszechniła się dopiero około 1930 roku, dlatego wcześniej posiłkowano się jajami dzikich ptaków.

Páskafrí: Pięć dni narodowego resetu

Od Wielkiego Czwartku (Skírdagur) aż do Poniedziałku Wielkanocnego (Annar í Páskum) wyspa wchodzi w tryb uśpienia. Ten pięciodniowy okres wolny, znany jako Páskafrí, oznacza niemal całkowite wygaszenie aktywności komercyjnej i urzędowej.

Dla islandzkich rodzin Wielki Czwartek to tradycyjnie czas konfirmacji (fermingar). Czternastolatkowie przystępują do uroczystego potwierdzenia wiary, co dziś coraz częściej przyjmuje formę ceremonii humanistycznych. To potężne wydarzenie towarzyskie i zarazem ogromny zastrzyk dla lokalnej gospodarki – młodzież w ramach prezentów otrzymuje najnowsze laptopy, telefony czy zagraniczne wycieczki.

Zupełnie inny klimat panuje w Wielki Piątek (Föstudagurinn langi). Jako redaktorka serwisu o Islandii z ogromnym zainteresowaniem śledziłam niedawne przemiany prawne dotyczące tego dnia. Przez dekady obowiązywał całkowity zakaz organizowania rozrywek publicznych, a bary zamykano o północy w czwartek na pełne 24 godziny. Restrykcyjne przepisy doprowadziły do powstania słynnego Bingo Ateistów – publicznej gry organizowanej przez humanistyczne stowarzyszenie Siðmennt przed budynkiem parlamentu. Ten radosny protest ostatecznie przyniósł skutek w czerwcu 2019 roku, kiedy to Alþingi zniósł archaiczne zakazy, symbolicznie kończąc epokę religijnego paternalizmu państwa.

Hymny, które trzymają naród razem

Fundamentem islandzkiej duchowości wielkanocnej pozostają Passíusálmar, czyli Hymny Pasyjne. Ich autorem jest wielebny Hallgrímur Pétursson (1614–1674), który w 50 poetyckich tekstach przelał własne doświadczenie cierpienia – pod koniec życia zmagał się z trądem. Od pierwszego wydania w 1666 roku dzieło to doczekało się ponad 80 edycji, a sam rękopis trafił na prestiżową listę Pamięci Świata UNESCO.

Siła tej literatury tkwi w jej niesamowitej ciągłości. Od 1943 roku publiczne radio RÚV nadaje jeden hymn dziennie przez cały Wielki Post. W Wielki Piątek kultowy kościół Hallgrímskirkja w Reykjavíku wypełnia się ludźmi podczas maratonu czytania i śpiewania wszystkich utworów. Fascynuje mnie to, jak współcześni twórcy i badacze podchodzą do tego dziedzictwa. Smári Ólason rekonstruuje dawne, melancholijne melodie (gömlu lögin), Margrét Eggertsdóttir analizuje barokowe konteksty poezji, a kompozytorzy tacy jak Þorkell Sigurbjörnsson czy Halldór Hauksson tworzą na ich bazie nowoczesne aranżacje chóralne i organowe.

Páskaegg: Narodowa obsesja w rozmiarze XL

W Niedzielę Wielkanocną (Páskadagur) na scenę wkracza czekolada. I to w ilościach iście przemysłowych. Tradycja Páskaegg (czekoladowych jaj) zdominowała wyspę około 1920 roku, głównie za sprawą firmy Nói Síríus. Zapotrzebowanie jest absolutnie oszałamiające – Nói Síríus produkuje rocznie około 300 000 takich jajek. Jeśli zestawimy to z populacją Islandii liczącą 350 000 mieszkańców, zrozumiemy skalę tego zjawiska. Na rynku silnie konkuruje z nimi firma Freyja, która podbiła serca Islandczyków jajkami z nadzieniem z lukrecji (lakkrís).

Islandzkie jaja wielkanocne są numerowane od 2 do 11, a te największe wielkością przypominają ludzką głowę i ważą kilka kilogramów. Zawsze powtarzam czytelnikom, że kluczem do zrozumienia tej tradycji nie jest sama mleczna czekolada, ale to, co kryje się w środku. To málsháttur – mały zwitek papieru z przysłowiem. Zanim domownicy dobiorą się do żelków i drażetek, odczytują na głos swoją przepowiednię na nadchodzący rok.

Warto znać kilka z nich, bo to czysta esencja nordyckiej mądrości życiowej:

  • Neyðin kennir naktri konu að spinna (Potrzeba uczy nagą kobietę prząść) – w trudnych czasach błyskawicznie nabywamy nowe umiejętności.
  • Enginn verður óbarinn biskup (Nikt nie zostaje biskupem bez bycia bitym) – prawdziwy sukces wymaga wyrzeczeń.
  • Fjarlægðin gerir fjöllin blá (Odległość czyni góry niebieskimi) – z dystansu wszystko wydaje się piękniejsze.
  • Ekki er allt gull sem glóir – nie wszystko złoto, co się świeci.
  • Margur verður af aurum api (Pieniądze robią z wielu małpę) – bogactwo potrafi odebrać zdrowy rozsądek.

Jagnięcina, festiwale i nieunikniony śnieg

Choć Islandia opiera swą gospodarkę na rybołówstwie, na świątecznym stole niepodzielnie króluje Páskalamb – pieczony udziec lub comber jagnięcy. Wynika to z naturalnego cyklu przyrody, gdyż święta zbiegają się z sezonem wykotów (sauðburður). Mięso owiec pasących się na dzikich łąkach pełnych ziół i mchów podaje się w towarzystwie brúnaðar kartöflur (karmelizowanych w maśle i cukrze ziemniaków), zielonego groszku i rabarbarowego dżemu. Ucztę wieńczy sernik na bazie klasycznego skyru oraz Páskabjór – rzemieślnicze, często ciemniejsze piwo wielkanocne.

Po rodzinnym obiedzie Islandczycy najchętniej ruszają w plener. Wielu wybiera narty w Akureyri lub na Fiordach Zachodnich. Od 2004 roku stałym elementem świątecznego krajobrazu jest zainicjowany przez muzyka Mugisona festiwal rockowy Aldrei fór ég suður w Ísafjörður. Wstęp na to wydarzenie jest całkowicie bezpłatny, a artyści grają bez wynagrodzenia, celebrując siłę lokalnej wspólnoty z dala od stołecznego „południa”.

Z każdym wyjazdem w tym okresie wiąże się jednak pewne ryzyko, znane w islandzkiej meteorologii jako Páskahret. To gwałtowny powrót zimowej aury – śnieżyc i mrozu – następujący zazwyczaj po pierwszych wiosennych dniach na przełomie marca i kwietnia. Pogoda potrafi zmienić się w kilkanaście minut, zatrzaskując optymistycznie nastawionych urlopowiczów w ich domkach letniskowych. Właśnie z powodu Páskahret tradycyjne, poranne szukanie jajek wielkanocnych odbywa się na Islandii niemal wyłącznie wewnątrz domów.

Folklor ukryty w codzienności

Nawet we współczesnym, racjonalnym społeczeństwie przełom pór roku budzi dawne wierzenia. Islandczycy do dziś nagminnie odpukują w niemalowane drewno, recytując przy tym sekwencję liczb 7-9-13 (sjö-níu-þrettán), co ma uchronić przed zapeszeniem dobrego losu. Wierzą też, że pogoda, która panuje w Środę Popielcową (Öskudagur), utrzyma się przez kolejne 18 dni.

Podróżując przez uśpioną, przedwiosenną prowincję, często można zauważyć, jak ogromnym szacunkiem darzy się tu faunę i niewidzialny świat. Zgodnie z zasadą Guð borgar fyrir hrafninn (Bóg płaci za kruka), wystawianie pożywienia dla tych ptaków ma zapewnić domostwu ochronę. Równocześnie mieszkańcy wciąż starają się omijać wielkie głazy (alfasteinar), by przypadkiem nie zbudzić ze snu Ukrytych Ludzi (Huldufólk).

Dla mnie Páskar to niezwykła soczewka, przez którą najlepiej widać prawdziwą islandzką duszę. To umiejętność głębokiego wyciszenia, szacunek do nieprzewidywalnej aury i nieprawdopodobna radość z bycia razem – uświetniona absolutnie nieprzyzwoitą ilością dobrej czekolady.