Ukryte perełki na trasie Złotego Kręgu – krater Kerið i wodospad Faxi
Złoty Krąg to dla wielu pierwszy kontakt z islandzką naturą. Trudno się dziwić – potężny Gullfoss, strzelający w niebo Strokkur i tektoniczne szczeliny Þingvellir robią kolosalne wrażenie. Niestety, w szczycie sezonu robią je na tysiącach turystów jednocześnie. Szybko można poczuć przytłoczenie w gęstym tłumie autokarowych wycieczek i lesie statywów. Zamiast rezygnować z tej klasycznej pętli, wystarczy ją odrobinę zmodyfikować. Lata spędzone na islandzkich szlakach nauczyły mnie, że najprawdziwsza magia kryje się dosłownie kilkanaście minut drogi od głównych węzłów komunikacyjnych. Dziś zabieram Was do dwóch miejsc, które pozwalają odetchnąć i poczuć autentyczną, surową potęgę tutejszej geologii: wulkanicznego krateru Kerið i wodospadu Faxi.
Kerið: Oszukany wulkan i feeria barw
Kerið to wulkaniczny fenomen, który przez dziesięciolecia wodził za nos nawet wybitnych geologów. Zakładano pierwotnie, że mamy przed sobą klasyczny maar – ogromną wyrwę po gigantycznej, jednorazowej eksplozji wywołanej spotkaniem wrzącej magmy z wodami gruntowymi. Prawda okazała się jednak zupełnie inna i zafascynowała mnie jeszcze bardziej.
Zgromadzone nowożytne dowody stratygraficzne wykazują, że jest to doskonały przykład zapadliska tektonicznego. Kiedy w epoce holocenu (3000-6500 lat temu) wulkan wypluł już z siebie ogromne ilości materiału, komora magmowa opustoszała. Pozbawiony twardego fundamentu stożek nie wytrzymał własnego ciężaru i po prostu zapadł się do środka. Tak powstała ta zjawiskowa, niemal idealnie owalna kaldera o osi głównej mierzącej 270 metrów i głębokości rzędu 55 metrów.
To, co najbardziej uderza na miejscu, to absolutnie unikalna paleta barw. Islandia przyzwyczaja nas do ponurych, czarnych, bazaltowych pustkowi, tymczasem ściany Kerið płoną rdzawą, krwistą czerwienią. Odpowiada za to ogromne stężenie żelaza w porowatym żużlu wulkanicznym (scorii), które przez tysiąclecia na wolnym powietrzu utleniło się do hematytu. Kontrast z jaskrawą zielenią porostów i mchów pokrywających nasłonecznione zbocza jest tak silny, że kadry stamtąd wyglądają jak przepuszczone przez mocny filtr graficzny.
Okno na podziemny świat
Na samym dnie tej zapadłej misy spoczywa jezioro, kryjące własną hydrogeologiczną tajemnicę. Nie jest to, jak mogłoby się wydawać, zamknięta kałuża zbierająca deszczówkę. Mamy tu do czynienia z naturalnym oknem hydrogeologicznym – jest to bezpośrednie odsłonięcie lustra wód podziemnych całego potężnego regionu Grímsnes. Z tego powodu jego głębokość mocno fluktuuje w zależności od pory roku i opadów, wahając się od 7 do 14 metrów (pomiary z końcówki 2025 roku wskazywały poziom słupa wody na około 8 metrów).
Woda w Kerið ma gęsty, nieprzezroczysty, turkusowo-seledynowy odcień. Ten hipnotyzujący błękit powstaje w wyniku zjawiska optycznego: zawieszone w toni mikroskopijne drobiny minerałów wulkanicznych rozpraszają światło słoneczne, pochłaniając fale czerwone i żółte, a odbijając jedynie te chłodne.
Faxi: Kojący szum i inżynieria natury
Zaledwie 35 kilometrów dalej na północny wschód, jadąc wygodną drogą nr 35, krajobraz ulega diametralnej zmianie. Rdzawe żużle wulkaniczne ustępują miejsca sile polodowcowej rzeki Tungufljót, która sprowadza krystaliczne wody z lodowca Langjökull. To właśnie tu znajduje się wodospad Faxi. Stanowi on perfekcyjną, uspokajającą przeciwwagę dla pobliskiego Gullfossa. Nie uświadczycie tu ogłuszającego huku miażdżonej o dno wody ani gęstej mgły zmuszającej do ubierania kurtek przeciwdeszczowych.
Mamy przed sobą klasyczną kaskadę kurtynową. Wodospad jest niezwykle szeroki – mierzy ponad 80 metrów – i opada z twardego bazaltowego progu z wysokości zaledwie 7 metrów. Woda spływa tak równomiernie, że wiatr często rozwiewa ją na krawędzi. Stąd właśnie wzięła się popularna nazwa Faxi, oznaczająca w języku islandzkim "końską grzywę". W starych kronikach funkcjonuje również jako Vatnsleysufoss ("Wodospad bez Wody"). Brzmi to kuriozalnie w zderzeniu z potężnym nurtem rzeki, ale dawni wikingowie nie kierowali się tu zjawiskami hydrologicznymi, a jedynie nazwą pobliskiej, historycznej farmy i osady Vatnsleysa.
Autostrada dla ryb łososiowatych
Poza pięknym, idyllicznym wręcz krajobrazem, Faxi skrywa fantastyczny przykład mądrej integracji inżynierii z ekosystemem. Naturalny, siedmiometrowy próg skalny stanowił zaporę nie do pokonania dla migrujących pod prąd w celach rozrodczych łososi szlachetnych i troci wędrownych. Aby zapobiec degradacji populacji w wyższych partiach rzeki, zbudowano z boku tak zwaną przepławkę (drabinę rybną).
To zmyślny, betonowy kanał dzielący wysokość na kilkanaście miniaturowych kaskad z basenami retencyjnymi. Redukuje on energię wody, pozwalając rybom na odpoczynek i pokonywanie przeszkody etapami. Obserwacje pokazują, że dzięki tej inwestycji każdego roku około 400 dorosłych łososi dociera na tarliska. Szczyt ich migracji przypada na lipiec i sierpień. Jeśli zajmiecie odpowiednie miejsce na platformie widokowej, macie ogromną szansę zobaczyć na własne oczy te dzikie zwierzęta wyskakujące ze spienionej wody. (Na samej rzece obowiązują rygorystyczne przepisy wędkarskie: limit dwóch ryb na wędkę dziennie oraz bezwzględny obowiązek uwalniania każdego okazu powyżej 70 cm, co chroni pulę genetyczną najsilniejszych reproduktorów).
Pragmatyka podróży: Budżet i udogodnienia
Podróżowanie po Islandii wymaga rozsądnego gospodarowania budżetem. Zarządzanie infrastrukturą w Kerið i Faxi doskonale pokazuje dwa skrajnie różne, ale równie efektywne modele finansowania ochrony przyrody.
W przypadku Kerið właściciele terenu wprowadzili opłatę za wstęp oscylującą wokół 600-700 ISK od osoby dorosłej. Z perspektywy wyspiarskich cen to niewielki wydatek, a każda korona idzie na utrzymanie blisko 1,5-kilometrowej ścieżki wokół korony i schodów na dno krateru, które rozpadłyby się w pył pod butami setek tysięcy odwiedzających. Zwolnienie z opłat dzieci poniżej 12 roku życia czyni ten obiekt bardzo atrakcyjnym dla rodzinnych wypadów. Brakuje tu jednak jakiejkolwiek infrastruktury sanitarnej, co trzeba koniecznie uwzględnić w harmonogramie podróży.
Obszar Faxi zarządzany jest w dużo bardziej zrelaksowany sposób. Samo podejście do wodospadu jest w 100% darmowe. Płaci się wyłącznie za pozostawienie pojazdu na gminnym parkingu (od 700 do 900 ISK, niezależnie od liczby pasażerów w aucie). To prawdziwy raj dla osób ceniących zorganizowany outdoor: znajdują się tam czyste i bezpłatne szalety, strefy piknikowe, a nawet oficjalne pole namiotowe z paleniskami. Bardzo często obsługa parkingu anuluje wniesioną opłatę, jeśli zdecydujecie się zjeść posiłek w zlokalizowanej nad wodą sezonowej restauracji Við Faxa (ich tradycyjna, mocno doprawiona zupa z baraniny smakuje w tym otoczeniu wybornie).
Rytm islandzkiego klimatu
Arktyczna aura nie znosi kompromisów, a wrażenia z eksploracji tych dwóch perełek zmieniają się diametralnie w zależności od kalendarza.
Zimowe miesiące (od listopada do marca) to fascynujący, choć bezlitosny czas. Jezioro na dnie Kerið całkowicie zamarza, a przyprószony śniegiem krater wygląda jak gigantyczny, biały amfiteatr. To wymarzona scenografia dla nocnych łowców zorzy polarnej, ale strome ścieżki pokryte lodem stają się skrajnie niebezpieczne. Zejście w dół bez nałożonych na buty raczków (kolców) jest proszeniem się o wypadek. Trzeba mieć też na uwadze mocno okrojone ze względu na krótkie dni godziny otwarcia (10:00 - 17:00). Zimą nad Faxi rycząca woda z rzeki Tungufljót rzeźbi z kolei wokół bazaltowego koryta monumentalne, niesamowite nawisy lodowe, choć dotarcie do parkingu zależy w pełni od aktualnego stopnia odśnieżenia lokalnych dróg.
Lato – w szczególności sierpień i lipiec – uwalnia pełen potencjał wyspy. Fenomen "białych nocy" sprawia, że do Kerið wejdziecie nawet o godzinie 21:00, delektując się maksymalnie nasyconymi kolorami skał bez przepychania się przy barierkach. Okolice wodospadu Faxi toną wtedy w morzu kwitnącego na fioletowo łubinu alaskańskiego. Jesienią, zazwyczaj we wrześniu, tuż przy wodospadzie ożywa też ogromna, okrągła zagroda owcza (sheep corral). Miejscowi hodowcy zrzeszają się podczas kulturowego zjawiska zwanego Réttir, wspólnie segregując setki tysięcy owiec sprowadzonych z letniego wypasu na bezkresnych wyżynach. Trafienie na ten autentyczny, agrarny spektakl to jedno z najpiękniejszych etnograficznych doświadczeń na wyspie.
Zbuduj swój własny Złoty Krąg
Zrozumienie, że najsłynniejsze nazwy to zaledwie wstęp do geologicznej księgi Islandii, całkowicie zmienia perspektywę. Obiekty takie jak Kerið czy Faxi wpisują się w szeroką sieć alternatywnych atrakcji, które skutecznie dają odetchnąć i ludziom, i samej naturze.
Jeśli szukacie zjawisk rzecznych równie imponujących co huczący Gullfoss, wyruszcie pieszym szlakiem do Brúarfoss – rzeki o tak intensywnym, mleczno-błękitnym kolorze, że trudno uwierzyć we własne oczy. Możecie też poszukać wyjątkowego wodospadu Hjálparfoss, gdzie dwa nurty spotykają się w bazaltowej, kolumnowej niecce. Marzniecie po wietrznych wędrówkach? Odpuśćcie sobie przepełnione, gigantyczne kompleksy i zajrzyjcie do odrestaurowanych gorących źródeł Secret Lagoon we Flúðir lub do malutkiego, autentycznego Hrunalaug (pamiętając o szacunku do kruchego otoczenia). Złoty Krąg to także świetna baza agroturystyczna – od obłędnej zupy pomidorowej serwowanej bezpośrednio w ogrzewanych geotermalnie szklarniach rolniczych Friðheimar, po domowe lody jedzone wprost z zaadaptowanej na kawiarnię obory w Efstidalur.
Zboczenie z głównej osi turystycznej na rzecz mniejszych, intymnych destynacji to nie tylko ucieczka przed uciążliwym tłumem. To przede wszystkim wsparcie dla mądrych, lokalnych inicjatyw utrzymujących tutejszą ekologię w ryzach. I właśnie takie świadome zanurzenie się w surowy klimat północy gwarantuje wspomnienia, których nie da się kupić razem z biletem na największy autokar.