Þetta reddast według Björk: Gdy optymizm to ciężka praca, a nie pusty uśmiech
Wiatr na Keflaviku rzadko pyta o zdanie – po prostu wyrywa drzwi z samochodu. Właśnie w tym momencie, stojąc na smaganym deszczem parkingu, najszybciej rozumie się, dlaczego Björk Guðmundsdóttir jest artystką formatu niepodrabialnego. W środowisku, które w każdej chwili może cię zabić lub odciąć od świata, kontrola jest iluzją. Zostaje tylko þetta reddast.
Nie chodzi tu jednak o banalne "nie martw się", które turyści często mylą z kalifornijskim luzem. Islandzkie podejście jest znacznie bardziej surowe i pragmatyczne. To mechanizm przetrwania u stóp dymiącego wulkanu, który w twórczości Björk ewoluował od stoickiego fatalizmu do potężnego narzędzia "aktywnej nadziei".
Gramatyka przetrwania
Lingwistyczna struktura tego motta mówi o islandzkiej duszy więcej niż tysiące stron raportów. Słowo reddast występuje w stronie zwrotno-biernej, co w praktyce oznacza, że problem rozwiąże się sam. Bez twojej interwencji.
Europejczyk z kontynentu, zgubiwszy paszport, wpada w panikę i dąży do natychmiastowej korekty błędu. Islandczyk patrzy na śnieżycę za oknem i uznaje fakt: nic teraz nie zrobię. Może dokument znajdzie się wiosną, a może wiatr przywieje go pod drzwi. To specyficzny "rezerwuar tolerancji", chroniący przed szaleństwem w warunkach ekstremalnej izolacji. Björk jednak wyraźnie stawia granicę między zdrowym dystansem a biernością. Czekanie na cud działa przy zgubionym portfelu w bezpiecznym Reykjaviku, ale w obliczu katastrofy klimatycznej czy życiowej traumy, artystka zmienia definicję tego pojęcia. Bierze z niego spokój, ale odrzuca lenistwo.
40 minut pod wiatr
Specyficzna rytmika utworów Björk, tak trudna do zamknięcia w klasycznym metrum 4/4, nie jest wymysłem artystycznym, lecz geograficznym. Trudno utrzymać równy krok, gdy maszeruje się do szkoły 40 minut pod wiatr wiejący z prędkością 100 km/h. Björk, będąc w dzieciństwie "jedynym człowiekiem w krajobrazie", musiała dostosować swój śpiew do porywów powietrza, które wpychały dźwięki z powrotem do jej płuc.
Ten organiczny chaos przeniosła później do studia, traktując komputerowe siatki rytmiczne (DAW) jako ograniczenie, a nie ułatwienie. Jej frazowanie jest jak islandzka pogoda – gwałtowne i nieliniowe.
Równie istotny jest społeczny wymiar jej twórczości. Reykjavik, mimo statusu stolicy, funkcjonuje mentalnie jak wioska. Nie planuje się tu spotkań z wyprzedzeniem, bo wszyscy i tak wpadną na siebie w barze. Tę plemienną bezpośredniość Björk zaszczepiła w swoim modelu biznesowym. Jej wytwórnia, One Little Independent, przypomina kooperatywę wolną od korporacyjnego ciśnienia. Projekty wychodzą wtedy, gdy są gotowe – w rytmie redda. Zaufanie zastępuje tu prawnicze klauzule, co doskonale widać przy pracy nad albumem Utopia. Współpraca z Arcą nie była walką ego, lecz płynną wymianą ról, możliwą tylko dzięki wierze, że wspólny kierunek "ułoży się" w procesie.
Vespertine i estetyka błędu
Większość producentów muzycznych traktuje trzaski i cyfrowe usterki jako materiał do usunięcia. Björk widzi w nich prezent od losu. Album Vespertine jest pomnikiem postawionym "szczęśliwym wypadkom". Mikrobeaty, będące często efektem błędów transmisji czy cyfrowych śmieci, stały się fundamentem intymnej perkusji. To þetta reddast w najczystszej postaci: zaufanie, że nawet z technicznego bałaganu może wyłonić się nowa jakość estetyczna.
Ta filozofia ma jednak swoje mroczne granice. Doświadczenie na planie "Tańcząc w ciemnościach" pokazało artystce, że otwartość i zaufanie w zderzeniu z manipulacją Larsa von Triera prowadzą do destrukcji. To była brutalna lekcja: "jakoś to będzie" działa wyłącznie w środowisku wzajemnego szacunku.
Vulnicura: Biologia bólu
Rozstanie z Matthew Barneyem i nagranie Vulnicury (2015) było momentem, w którym islandzki optymizm zbankrutował. W obliczu "stanu wyjątkowego", jakim jest rozpad rodziny, Björk porzuciła duchowość na rzecz biologii. Podeszła do swojego cierpienia z chłodnym obiektywizmem naukowca, traktując żałobę jak ranę klatki piersiowej, która wymaga precyzyjnego szycia i czasu na regenerację.
Dopiero na kolejnym albumie, Utopii, nastąpił zwrot ku działaniu. W utworze Sue Me padają kluczowe słowa: "Let's break the curse so it won't fall on our daughter" (Przerwijmy klątwę, by nie spadła na naszą córkę). To definitywne pożegnanie z biernością. Traumy pokoleniowe nie znikają same – wymagają świadomej interwencji i "pozwu" przeciwko starym porządkom.
Post-optymizm ery grzybni
W ostatnich latach, szczególnie przy okazji płyty Fossora (2022), Björk weszła w fazę, którą sama nazywa "post-optymizmem". Miejsce eterycznej elfki zajęła uziemiona matka-ziemia, zafascynowana grzybnią. Grzyby, żywiące się martwą materią i przekuwające ją w życie, stały się dla niej dowodem na to, że natura ostatecznie zawsze wygrywa.
W tej wizji technologia nie jest wrogiem, lecz narzędziem powrotu do korzeni. Panele słoneczne i inżynieria dźwięku mają służyć symbiozie z naturą, a nie jej dominacji. To dojrzała wersja þetta reddast – twardy optymizm, który nie odwraca wzroku od katastrofy, ale zakasuje rękawy, by "wyobrazić sobie przyszłość i w nią wkroczyć".
Z lekcji Björk płynie prosty wniosek dla każdego z nas, niezależnie od szerokości geograficznej. Czasem warto odpuścić kontrolę i pozwolić sprawom "się ułożyć", ale gdy stawką jest przyszłość – nasza lub planety – nadzieja musi stać się czasownikiem.