Wielkie Organy w Hallgrímskirkja – 5275 piszczałek w liczbach

Pamiętam swój pierwszy zimowy wieczór w surowej nawie Hallgrímskirkja. Zamiast skupiać się na ascetycznym wnętrzu, całą uwagę pochłonęło fizyczne odczucie dźwięku. Kiedy organista uderza w najniższe rejestry 32-stopowego pedału, emitując falę o częstotliwości 16 herców, wibracje przenikają przez posadzkę, dębowe ławki i bezpośrednio przez ciało. Pisząc o Islandii od lat, wielokrotnie wracałam do tej 74,5-metrowej budowli, która dla wielu jest tylko doskonałym punktem widokowym na panoramę Reykjavíku. Dla mnie to przede wszystkim gigantyczne pudło rezonansowe dla jednego z najwspanialszych instrumentów Europy.

Dzieło niemieckiego warsztatu Johannes Klais Orgelbau to czysta inżynieryjna magia, idealnie wpleciona w tkankę narodowego symbolu. Spójrzmy na ten wspaniały instrument z bliska.

Architektura incepcji: dźwięk zaklęty w bazalcie

Guðjón Samúelsson, główny architekt świątyni, tworząc jej bryłę, sięgnął po najbardziej pierwotne islandzkie wzorce. Zafascynowany heksagonalnymi, bazaltowymi kolumnami uformowanymi przez stygnącą lawę przy wodospadzie Svartifoss, postanowił przenieść ich surowy rytm do centrum stolicy.

Tworzy to niesamowitą pętlę koncepcyjną. Natura rzeźbi skały przypominające potężne piszczałki, architekt projektuje kościół na ich podobieństwo, a ostatecznie na zachodniej emporze stają prawdziwe organy, stanowiące lustrzane odbicie zewnętrznej fasady. Ascetyczna symetria polerowanych, cynowo-ołowianych rur i chłodnego drewna pozbawiona jest jakichkolwiek barokowych złoceń czy rzeźbień. Instrument absolutnie nie walczy z przestrzenią liczącej ponad 1670 metrów kwadratowych nawy. On z niej naturalnie wyrasta.

Skala wyzwania: 25 ton precyzji nad głowami wiernych

Zrozumienie fenomenu organów Klais wymaga uświadomienia sobie skali fizycznej całego przedsięwzięcia. Konstrukcja empory, zawieszonej 15 metrów nad posadzką, musiała zostać potężnie wzmocniona, by udźwignąć ciężar rzędu 25 ton oraz drgania wywoływane przez najniższe tony.

Arsenał ukryty w tej konstrukcji to dokładnie 5275 piszczałek. Skrajności w ich rozmiarach doskonale obrazują, z jak trudnym zadaniem z zakresu mechaniki płynów musieli zmierzyć się rzemieślnicy z Bonn. Z jednej strony mamy potężne, dziesięciometrowe rury ważące po kilkaset kilogramów, zasilane z masywnych miechów. Z drugiej – filigranowe piszczałki wielkości zapałki, mierzące po kilkanaście milimetrów, które odpowiadają za iskrzącą, krystaliczną koronę akustyczną najwyższych częstotliwości i wymagają absolutnie stabilnego, wręcz aptekarskiego ciśnienia wiatru.

72 głosy bez grama kompromisu

Zbudowanie instrumentu zdolnego unieść zarówno potęgę francuskiego symfonizmu, jak i przejrzystość polifonii Bacha, wymagało technologicznej odwagi. Twórcy postawili na rygorystyczny "straight design", oddając do dyspozycji organisty 72 w pełni niezależne głosy, zgrupowane w 102 chóry rozpisane na cztery manuały i klawiaturę nożną.

Każda z sekcji ma tu do odegrania ściśle określoną rolę:

  • I Rückpositiv (Posytyw): Wbudowany w balustradę za plecami muzyka, daje dźwięk bliski, ostry i niesamowicie selektywny.
  • II Hauptwerk (Manuał Główny): Trzon brzmieniowy i monumentalny fundament, którego zadaniem jest wypełnienie każdego centymetra sześciennego betonowego wnętrza.
  • III Schwellwerk (Szafa Ekspresyjna): Sekcja ukryta za ruchomymi żaluzjami. Skrywa eteryczne, smyczkowe rejestry, takie jak Vox coelestis, gdzie minimalne rozstrojenie piszczałek daje mistyczny efekt falowania dźwięku.
  • IV Bombardwerk (Sekcja Językowa): Zjawiskowe, wystające poziomo wprost na nawę trąbki Chamades. Ich dźwięk omija wewnętrzne bariery szafy i uderza w słuchaczy niczym błyskawica.
  • Pedal: Prawdziwy, mroczny fundament basowy, który potrafi samodzielnie prowadzić skomplikowane linie melodyczne bez wspierania się wyższymi rejestrami.

Ewolucja ujęta w ramy MIDI

Instrument zainaugurowany w 1992 roku nie stanowi zamkniętego, nietykalnego eksponatu muzealnego. Codzienna, intensywna eksploatacja wymuszała kolejne adaptacje. Już w 1996 roku wprowadzono genialne udogodnienie w postaci w pełni mobilnej konsoli. Organista zyskał możliwość zjechania z 15-metrowej wieży wprost do nawy głównej, nawiązując bezpośredni kontakt wzrokowy z dyrygentem Orkiestry Symfonicznej oraz samą publicznością.

Przełomowa okazała się jednak tytaniczna konserwacja z przełomu 2012 i 2013 roku. Z zachodniego chóru ostrożnie opuszczono 5273 piszczałki (dwie najcięższe pozostawiono w obawie o naruszenie konstrukcji). Oprócz ręcznego polerowania i strojenia całego zespołu brzmieniowego, w serce tradycyjnej traktury mechanicznej wszczepiono nowoczesny system cyfrowy MIDI. Rozwiązanie to nie generuje żadnego elektronicznego dźwięku z głośników, lecz zamienia nacisk klawiszy na dane. Pozwala to na zautomatyzowane odtwarzanie partytur, bezstratne nagrywanie koncertów oraz programowanie dziesiątek tysięcy kombinacji głosów.

Islandzki sposób na ufundowanie sztuki

Sfinansowanie tak gigantycznego dzieła sztuki w niespełna trzystutysięcznym kraju budzi ogromny podziw i jest jednym z moich ulubionych islandzkich fenomenów społecznych. Zamiast czekać na dotacje, mieszkańcy wyspy zorganizowali pionierski crowdfunding ujęty w akcję "Kup Piszczałkę".

Każda zainteresowana osoba, mała firma turystyczna czy zagraniczny filantrop, mogła opłacić produkcję wybranej rury – od kilkumilimetrowych maleństw po wibrujące, basowe giganty. W zamian darczyńcy otrzymywali prestiżowe certyfikaty, a wielkie organy z elitarnego instrumentu stały się autentyczną, wspólną własnością tysięcy dumnych obywateli. Mechanizm ten działa do dziś. Zyski ze sprzedaży biletów na wieżę zasilają fundusz organowy, dzięki któremu Klais Orgelbau jest w stanie bez ustanku wspierać tętniące życiem centrum kulturalne, organizujące rocznie ponad 40 wielkich koncertów.

Będąc kolejnym razem w stolicy Islandii, dajcie sobie czas na chwilę skupienia. Hallgrímskirkja oferuje znacznie więcej niż piękny widok z lotu ptaka. Prawdziwe emocje czekają kilkanaście metrów niżej, kiedy tysiące piszczałek wspólnie nabierają powietrza.