Odin’s Raven Magic - świadectwo cierpliwości i potęgi islandzkiego mitu
Szesnaście lat to w świecie muzyki cała epoka. W czasach, gdy albumy zapomina się tydzień po premierze, historia Odin’s Raven Magic brzmi jak jedna z tych islandzkich sag, które z każdym rokiem obrastają nowymi znaczeniami. Fani Sigur Rós przez niemal dwie dekady żyli nagraniami z drugiej ręki i szumiącymi bootlegami, czekając, aż ten monumentalny projekt wreszcie wyjdzie z cienia. Dziś, patrząc na to dzieło z perspektywy czasu, widać wyraźnie, że nie był to jedynie kolejny koncert orkiestrowy, ale próba uchwycenia ducha wyspy w momencie jego największego napięcia.
Zderzenie sacrum i profanum pod islandzkim niebem
Fundamentem tego przedsięwzięcia było spotkanie ludzi z zupełnie innych światów. Z jednej strony Sigur Rós – u progu swojej największej sławy, z drugiej Hilmar Örn Hilmarsson, kompozytor i najwyższy kapłan islandzkiego neopogaństwa. Do tego niezwykłego składu dołączył Steindór Andersen, człowiek, który na co dzień trudni się rybołówstwem, ale sercem tkwi w tradycji rímur – archaicznego, islandzkiego chantingu.
Współpraca ta zaowocowała dialogiem, który do dziś wywołuje ciarki. Eteryczny, niemal nadludzki falset Jónsiego spotyka się tu z surowym, głęboko osadzonym w ziemi głosem Andersena. To nie jest zwykłe śpiewanie; to rytuał, w którym nowoczesna, melancholijna estetyka post-rocka staje się medium dla tekstów starszych niż sama idea muzyki popularnej.
Rehabilitacja "zakazanego" poematu
W samym sercu projektu leży poemat Hrafnagaldur Óðins, utwór o niezwykle burzliwej historii. Przez stulecia uważano go za integralną część Eddy Poetyckiej, aż do 1867 roku, kiedy to norweski filolog Sophus Bugge arbitralnie uznał go za barokowy falsyfikat. Ta decyzja na ponad sto lat zepchnęła tekst na margines, czyniąc go literackim wygnańcem.
Muzycy Sigur Rós, wspierani przez wiedzę Hilmarssona, nie szukali jednak naukowej prawdy, lecz artystycznej siły. Potraktowali ten tekst jako autentyczny przejaw islandzkiego ducha, niezależnie od daty powstania manuskryptu. Wizja bogini Iðunn spadającej w mroczne czeluści Yggdrasilu stała się dla nich pretekstem do stworzenia dźwiękowej opowieści o entropii i nieuchronnym końcu świata. Słuchając narastającej dysonansowości w środkowej części suity, trudno nie odnieść wrażenia, że to muzyczna restytucja dziedzictwa, które przez dekady było uznawane za "niegodne" kanonu.
Muzyka wydobyta z wulkanicznej skały
Dźwięk uderzanego bazaltu ma w sobie coś pierwotnego, czego nie potrafi podrobić żaden syntezator. To właśnie Steinharpa – kamienna harfa zbudowana przez Pálla Guðmundssona z Húsafell – nadaje projektowi jego unikalną, organiczną sygnaturę. Páll, żyjący w zachodniej Islandii rzeźbiarz, stworzył litofon, który po uderzeniu wydaje dźwięki o określonej wysokości, zachowując przy tym swoją "dziką", nietemperowaną naturę.
Kjartan Sveinsson, który odpowiadał za aranżacje orkiestrowe, wspominał, że kamienie niemal magicznie dyktowały strukturę utworów. Kompozytorzy podświadomie kierowali się ku tym frazom, które na bazalcie brzmiały najbardziej satysfakcjonująco. Najlepiej słychać to w utworach Dvergmál oraz Stendur æva, gdzie zapętlone, surowe motywy kamiennej marimby budują hipnotyczną atmosferę całego dzieła. To moment, w którym natura dosłownie staje się instrumentem.
Od szeptu mgły po apokaliptyczny świt
Cała suita składa się z ośmiu części, które tworzą zamkniętą, narastającą narrację.
- Wszystko zaczyna się od Prologus – powolnego, niemal niezauważalnego wejścia smyczków, które budują aurę wyczekiwania.
- W Alföður orkar głos Steindóra Andersena natychmiast osadza nas w islandzkim krajobrazie, kontrastując z niemal katedralnym brzmieniem chóru Schola Cantorum.
- Centralnym punktem jest bez wątpienia Stendur æva, gdzie następuje fuzja dwóch odmiennych światów wokalnych na tle transowej Steinharpy.
- Całość wieńczy monumentalny Dagrenning (Świt). To muzyczny opis momentu, w którym Heimdall podnosi róg Gjallarhorn, by ogłosić Ragnarök. Rzężące gitary, potężne uderzenia w kotły i zmasowane głosy chóru zlewają się tu w jedną, niszczycielską siłę, którą fani porównują do najbardziej intensywnych momentów w dorobku zespołu.
⚡ PRO TIP: Jeśli masz okazję, słuchaj tego albumu na winylu. Tłoczenie z 2020 roku jest wyjątkowo ciche i dynamiczne, co pozwala wybrzmieć każdemu uderzeniu w kamień i najcichszym szeptom chóru.
Mitologia jako lustro współczesności
Choć premiera fonograficzna odbyła się w 2020 roku, przesłanie albumu wydaje się dziś jeszcze bardziej aktualne. Hilmar Örn Hilmarsson od początku dostrzegał w poemacie ekologiczną paralelę. Opis wielkiej zimy (Fimbulvetur) i paraliżu bogów wobec zamarzającego świata znajduje smutne odbicie w znikających islandzkich lodowcach.
Odin’s Raven Magic to nie tylko artystyczna ciekawostka dla koneserów. To manifest, w którym dawna mądrość eddaiczna służy jako komentarz do obecnego stanu świata. Wykorzystanie lokalnych zasobów – kamieni z Húsafell czy tradycji rímur – to dowód na to, że wielka sztuka nie musi kopiować globalnych wzorców, by poruszać ludzi na całym świecie. Po szesnastu latach "magia kruków" wciąż przypomina nam o potędze mitu w świecie, który o swoich korzeniach zdaje się coraz częściej zapominać.
💡 WAŻNE: Ten album to zapis chwili z 2004 roku. Chociaż niektórzy mogą uznać produkcję za "archiwalną", to właśnie ta surowość i autentyczność występu na żywo stanowią o jego największej wartości. To muzyka, która nie boi się swojej ciężkości.