Architekt Eteryczności. Dlaczego Kjartan Sveinsson jest mózgiem Sigur Rós?
Sigur Rós kojarzy nam się zazwyczaj z Jónsim – z jego smyczkiem szarpiącym struny gitary i falsetem, który stał się wizytówką Islandii. To naturalny mechanizm; frontmani zawsze przyciągają najwięcej światła. Jednak fundament tego brzmienia, to uczucie przebywania w lodowej katedrze, ma swoje źródło nieco głębiej, za ścianą klawiszy. To tam, często w cieniu, operuje Kjartan Sveinsson. Nie jest on tylko kolejnym muzykiem w składzie. To człowiek, który garażowe, surowe pomysły kolegów zamienił w symfonię, stając się cichym architektem ich globalnego sukcesu.
Dyplom w świecie improwizacji
Dynamika wewnątrz zespołu przez lata opierała się na fascynującym kontraście. Z jednej strony mieliśmy trzech muzyków grających intuicyjnie, eksperymentujących z hałasem, z drugiej – Kjartana, jedynego członka z formalnym wykształceniem. W latach 1998–2013 pełnił on funkcję nieoficjalnego dyrektora muzycznego, a jego warsztat zdobyty w Reykjavík College of Music i haskim Królewskim Konserwatorium okazał się kluczowy dla rozwoju grupy.
Szczególnie istotny jest tu wątek holenderski. Haga jest domem tzw. "Szkoły Haskiej" – nurtu w muzyce współczesnej, który gardzi tanim sentymentalizmem na rzecz konceptualizmu i "brudnego" brzmienia. To właśnie tam Sveinsson nauczył się, że muzyka nie musi być "ładna" w klasycznym sensie. Wprowadzał do kompozycji chłód, dystans i "negatywną przestrzeń". Nauczył kolegów, że cisza w utworze – doskonale słyszalna na płycie ( ) – waży tyle samo, co najgłośniejsze uderzenie w bęben.
Analogowa Alchemia i szczęśliwe wypadki
Podejście Sveinssona do instrumentarium nigdy nie ograniczało się do kładzenia akordów pod gitarę. Był on raczej kuratorem brzmień, ze szczególnym upodobaniem do sprzętu analogowego, często uszkodzonego lub nastrojonego wbrew zasadom.
Doskonałym przykładem jest historia powstania charakterystycznego dźwięku "sonaru" w utworze Svefn-g-englar. Ten kultowy "ping" nie został wygenerowany cyfrowo. Powstał, gdy Kjartan przez pomyłkę źle podłączył organy Hammond L-100 do wzmacniacza, co wywołało specyficzny rezonans wysokiego klawisza E. Zespół, zamiast naprawiać usterkę, uznał ten błąd za serce kompozycji.
Jego arsenał to także Mellotron, którego używał, by uzyskać brzmienie vintage z tą specyficzną, "pływającą" intonacją, idealnie klejącą się z wokalem Jónsiego. Sięgał nawet po Steinharpę – marimbę zbudowaną z islandzkich skał wulkanicznych, co w projekcie Odin's Raven Magic pozwoliło mu dosłownie grać geologią wyspy.
Ewolucja: Od głębin do stratosfery
Śledząc dyskografię zespołu, widzimy wyraźnie, jak rola Kjartana ewoluowała z tła do pozycji głównego wizjonera. Na przełomowym Ágætis byrjun (1999) jego aranżacje sprawiły, że album zyskał swoją "podwodną" gęstość. Warto zwrócić uwagę na utwór Starálfur, gdzie partia smyczków została napisana jako muzyczny palindrom – melodia brzmi koherentnie zarówno odtwarzana w przód, jak i wspak. To ten rodzaj akademickiej precyzji, której nikt inny w zespole by nie wymyślił.
Z kolei w połowie lat 2000., przy albumie Takk..., Sveinsson porzucił minimalizm na rzecz rozmachu. W utworach takich jak Se lest czy Glósóli sekcje dęte wchodzą z siłą godną stadionowych hymnów, definitywnie wyciągając zespół z szufladki "intymnego grania".
Lekcja nieobecności i wielki powrót
Decyzja o odejściu z zespołu w 2012 roku stała się dla fanów i krytyków niezamierzonym eksperymentem, który pokazał prawdziwą wagę jego wkładu. Album Kveikur (2013), nagrany bez niego, przyniósł radykalną zmianę. Muzyka stała się surowa, industrialna i agresywna. Dominował bas i przester, a zniknęła ta charakterystyczna, "magiczna mgła", która spajała wszystko w całość. Kveikur to świetna płyta, ale brzmiąca jak pożar, a nie powolna lawina. To był dowód ostateczny: bez Sveinssona Sigur Rós traci swoją "symfoniczną duszę".
Jego powrót w 2022 roku i wydanie albumu Átta (2023) przyniosły ukojenie, choć w nowej formie. Wobec braku perkusisty Orriego Pálla Dýrasona, Sveinsson podjął odważną decyzję: "Nie potrzebujemy rytmu. Niech rytmem będzie orkiestra".
41-osobowy skład symfoniczny zastąpił tu tradycyjny zespół rockowy. Utwory takie jak Blóðberg to w zasadzie poematy symfoniczne z wokalem – amorficzne, pozbawione zwrotek i refrenów chmury dźwięku. To najbardziej "kjartanowa" płyta w historii: radykalnie miękka, smutna i piękna.
Borealizm i Święty Minimalizm
Choć muzycy Sigur Rós od lat walczą z łatkami "muzyki lodowców i gejzerów", aranżacje Kjartana mimowolnie te obrazy przywołują. Używając celesty, wysokich rejestrów smyczków i długich, statycznych akordów (drone), Sveinsson maluje dźwiękowe krajobrazy. Robi to jednak świadomie, czerpiąc z tradycji tzw. Holy Minimalism (reprezentowanego przez takich twórców jak Arvo Pärt czy Henryk Górecki). W tej muzyce nie chodzi o wirtuozerię, ale o trans – o to, by przy słuchaniu Samskeyti słuchacz stracił poczucie czasu i przestrzeni.
Kjartan Sveinsson jest więc brakującym ogniwem między garażem a filharmonią. Jónsi daje zespołowi serce i emocje, ale to Kjartan zapewnia strukturę i ten nieuchwytny, sakralny pierwiastek. Jeśli Ágætis byrjun było zanurzeniem się pod wodę, to Átta z Kjartanem na pokładzie jest swobodnym dryfowaniem w chmurach. I dokładnie tam jest miejsce tej muzyki.