W połowie lat 2000., gdy listy przebojów zdominował plastikowy pop, z północy nadeszła fala zupełnie innej energii. Prosta, zapętlona melodia na pianinie, przypominająca dźwięk nakręcanej pozytywki, w zaledwie kilka minut potrafiła przenieść słuchacza w stan czystej euforii. "Hoppípolla" zespołu Sigur Rós to ewenement – kompozycja śpiewana w połowie po islandzku, a w połowie w zmyślonym dialekcie, która wbrew logice rynku muzycznego stała się nieoficjalną ścieżką dźwiękową dla całego globu.

Ironia "Piosenki dla Pieniędzy"

Zanim świat nauczył się wymawiać tytuł będący urokliwym zrostem słów hoppa í polla ("skakanie w kałuże"), muzycy w studiu posługiwali się roboczą nazwą: "The Money Song".

Choć brzmi to jak cyniczna kalkulacja, w rzeczywistości świadczy o niezwykłej trzeźwości artystycznej zespołu. Sigur Rós, kojarzeni dotąd z hermetycznymi, lodowatymi pejzażami dźwiękowymi z płyty (), doskonale wyczuli moment przełomu. Mieli świadomość, że stworzyli strukturę o potencjale, jakiego post-rock wcześniej nie widział. To fascynujący przypadek, w którym najbardziej komercyjny utwór w karierze grupy powstał z pełną premedytacją, nie tracąc przy tym nic ze swojej artystycznej głębi. Zamiast "sprzedać się", Islandczycy po prostu otworzyli drzwi do swojego świata znacznie szerzej niż zwykle.

Akustyka starej pływalni

Sekret gęstego, niemal namacalnego brzmienia "Hoppípolla" nie tkwi w drogich wtyczkach czy londyńskich studiach nagraniowych, ale w murach starej pływalni w Mosfellsbær. Studio Sundlaugin, czyli zrewitalizowany basen z lat 30., stało się dla zespołu kluczowym instrumentem.

Specyfika tego miejsca zdefiniowała charakter nagrania. Niecka basenu z wysokim sufitem zapewnia naturalny, "katedralny" pogłos, którego nie da się wiarygodnie podrobić cyfrowo. Skala przedsięwzięcia była na tyle duża, że aby wprowadzić do środka konsoletę mikserską, konieczne było zerwanie dachu i użycie dźwigu. Efekt tej operacji słychać w każdej sekundzie utworu – dźwięk fortepianu i smyczków jest "mokry", organiczny i niesie w sobie fizyczną przestrzeń budynku. Producent Ken Thomas i wokalista Jónsi zbudowali tam ścianę dźwięku, która nie przytłacza, lecz otula słuchacza.

Euforia z krwotokiem w tle

Sigur Rós przyzwyczaił nas do języka Vonlenska (Hopelandic) – wokaliz pełniących funkcję instrumentu. Tutaj jednak mamy do czynienia z hybrydą. O ile refreny to czysta, abstrakcyjna emocja, o tyle islandzkie zwrotki brutalnie ściągają nas na ziemię, nadając utworowi głębszy sens.

Radosna melodia kontrastuje z tekstem o dziecięcej odporności. Kluczowy wers: "Og ég fæ blóðnasir / En ja stend alltaf upp" (I dostaję krwotoku z nosa / Ale zawsze wstaję), przypomina, że ból jest nieodłączną częścią zabawy i dorastania. Przewracasz się, leci krew, wycierasz ją rękawem i biegniesz dalej. Właśnie ten element fizyczności i "brudu" sprawia, że kompozycja unika pułapki przesłodzenia, stając się hymnem o wstawaniu z kolan.

Socjologia w teledysku

Obraz wyreżyserowany przez duet Arni & Kinski to w rzeczywistości mały traktat socjologiczny. Twórcy zafundowali widzom totalne odwrócenie ról, obsadzając seniorów (70+) w rolach psocących dzieci.

Bohaterowie klipu kradną owoce, pukają do drzwi uciekając przed właścicielami i toczą bitwy na cmentarzu. Sami członkowie zespołu pojawiają się w tle jako nudni, statyczni dorośli, z dezaprobatą patrzący na wybryki starszych. Przekaz jest czytelny i poruszający: "dorosłość" to pułapka i stan umysłu, a nie metryka. Scena na cmentarzu, zestawiająca symbolikę śmierci z witalnością zabawy, pozostaje jednym z najbardziej wymownych obrazów w wideografii zespołu.

Efekt BBC i "Homage or Fromage"

To nie radio uczyniło z tego utworu globalny fenomen, ale widok lodowców i migrujących zwierząt w serii BBC Planet Earth z 2006 roku. Panoramiczne ujęcia natury idealnie zgrały się z "szerokoekranową" produkcją Sigur Rós, tworząc nierozerwalny duet obrazu i dźwięku. Popyt na singiel był tak duży, że wytwórnia EMI musiała zdecydować się na jego reedycję.

Wszechobecność utworu szybko stała się jednak dla zespołu problemem. Agencje reklamowe, odbijając się od odmowy licencji (zespół selektywnie dobiera współpracę), zaczęły masowo zamawiać podróbki. Zjawisko to, nazwane przez muzyków "Homage or Fromage" (Hołd czy Kicz/Ser), zalało media utworami łudząco podobnymi do oryginału, kopiującymi charakterystyczne pianino i finałowy wybuch. Dopiero dekadę później, przy Planet Earth II, sprawiedliwości stało się zadość – BBC zamówiło u zespołu nowy, autorski miks, a Sigur Rós potraktował ten projekt jako formę ekologicznego manifestu.

Dwie dekady później

Nawet po dwudziestu latach "Hoppípolla" nie stała się tylko nostalgicznym wspomnieniem z minionej epoki. To wciąż działające narzędzie afektywne, które na koncertach jednoczy tysiące ludzi śpiewających w nieistniejącym języku. Pozwala na te kilka minut wrócić do momentu, w którym największym zmartwieniem były przemoczone buty, a krew z nosa stanowiła jedynie dowód udanej zabawy.