Wiatr w Almannagjá potrafi dosłownie urwać głowę. Kiedy po raz pierwszy stanęłam w tym potężnym, skalistym wąwozie w parku narodowym Þingvellir, przewodnik wskazał na niepozorną stertę wulkanicznych kamieni i stwierdził po prostu, że patrzymy na kolebkę zachodniej demokracji. W pierwszej chwili brzmiało to jak zręczny chwyt marketingowy skrojony pod tysiące turystów przemierzających trasę Złotego Kręgu. Zmieniłam zdanie, gdy tylko zaczęłam dogłębnie analizować historię tego miejsca. Wyobrażenie sobie roku 930 w kontekście reszty Europy, która tonęła w mrokach feudalizmu, budzi niesamowity podziw. Na tej odizolowanej, surowej wyspie grupa nordyckich osadników doszła do wniosku, że nie potrzebuje króla. Woleli stworzyć ustrój oparty na prawie. Tak narodził się system, który przetrwał wieki.

Pragmatyzm, nie idealizm (870–930)

Stworzenie demokratycznych struktur przez wikingów absolutnie nie wynikało z nagłej miłości do równości społecznej. To był czysty, brutalny pragmatyzm. Pod koniec IX wieku norweski król Harald Pięknowłosy rozpoczął bezwzględną unifikację kraju, obciążając wolnych farmerów morderczymi podatkami. Wielu z nich wolało zapakować cały swój dobytek na łodzie i zaryzykować niebezpieczny rejs w nieznane, niż ugiąć kark przed autokratą. W ten sposób zainicjowano epokę osadnictwa, zwaną landnám.

Wyspa zaludniała się w błyskawicznym tempie. Kiedy populacja dobiła do około 20 tysięcy osób, a darmowa ziemia zdatna do uprawy po prostu się skończyła, wybuchły krwawe, sąsiedzkie spory o pastwiska, stada owiec i honor. Brak centralnej władzy, policji czy armii sprawiał, że każdy, nawet najmniejszy konflikt mógł przerodzić się w wielopokoleniową wendetę, wyniszczającą całe osady. Sytuacja wymagała ogólnokrajowego kompromisu. Wysłano więc Úlfljótra do Norwegii, by podpatrzył tamtejsze prawo wiecowe (Gulathing). Zaadaptował je do surowych islandzkich realiów i w 930 roku zwołano pierwszy historyczny Althing.

Średniowieczny wolny rynek polityczny

Islandczycy wypracowali absolutnie unikalny model "państwowości bezpaństwowej", celowo rezygnując z monopolu jakiegokolwiek monarchy. Sercem tego systemu była Lögrétta (Rada Prawodawcza), w której zasiadało 36 lokalnych wodzów, zwanych Goðar. Fenomen ich władzy polegał na tym, że nie miała ona sztywnego charakteru terytorialnego. Zwykły rolnik (thingman) posiadał pełne prawo wyboru – sam decydował, któremu wodzowi płaci za ochronę i kogo wspiera podczas letniego zgromadzenia.

Zależność ta dawała ogromną wolność. Jeśli wybrany lider okazywał się despotyczny lub po prostu nie radził sobie z obroną interesów swoich ludzi, rolnik bez żadnych konsekwencji prawnych wypowiadał mu posłuszeństwo i przechodził pod skrzydła kogoś innego. Działało to jak sprawny rynek usług politycznych, który przez blisko trzysta lat skutecznie zapobiegał powstawaniu dyktatur w obrębie wyspy.

Pamięć zamiast papieru

W wczesnośredniowiecznym społeczeństwie, w którym znajomość pisma uchodziła za rzadkość, fizyczne przetrwanie ustroju zależało wyłącznie od ludzkiego umysłu. Ten gigantyczny ciężar spoczywał na barkach Lögsögumaðura – Głosiciela Prawa. Był to najwyższy rangą urzędnik, wybierany przez zgromadzenie na prestiżową, trzyletnią kadencję, od którego wymagano niemal pamięci absolutnej.

Każdego lata Głosiciel stawał na Lögberg (Skale Prawa) i wygłaszał z pamięci jedną trzecią całego islandzkiego kodeksu. Choć darzono go ogromnym szacunkiem i z urzędu przewodniczył obradom, przepisy nie dawały mu krztyny realnej władzy wykonawczej. Po zakończonych lipcowych sesjach schodził ze wzniesienia, wracał do swojej zagrody i zajmował się gospodarką na równi z innymi wolnymi farmerami.

Blaski i cienie sprawiedliwości

Wraz z rozwojem społeczeństwa, a zwłaszcza po oficjalnym przyjęciu chrześcijaństwa w roku 1000, poleganie na samej tradycji ustnej zaczęło generować problemy. Zimą z 1117 na 1118 rok podjęto więc przełomową decyzję o systematycznym spisaniu praw do monumentalnego zbioru Grágás (Szara Gęś). Dokument ten fascynuje do dziś, regulując wszystko – od wyceny utraconego zdrowia w walkach, po niezwykle drobiazgowe zasady podziału wyrzuconych na brzeg wielorybów. Sądownictwo zyskało strukturę Sądów Kwartałowych oraz innowacyjnego Piątego Sądu, który de facto pełnił rolę trybunału ostatecznej instancji.

Cała ta misterna prawnicza konstrukcja posiadała jednak fundamentalny słaby punkt. Wygrana w procesie nie oznaczała automatycznej sprawiedliwości. Pozbawiona armii Islandia zrzucała obowiązek egzekucji wyroku na samego poszkodowanego. Zwycięzca musiał samodzielnie skrzyknąć członków klanu oraz zbrojnych najemników, by zmusić oponenta do zapłaty główszczyzny lub opuszczenia kraju. Obywatele bez potężnych koneksji politycznych często byli bezsilni wobec wpływowych rodów.

Równia pochyła i mroczne wieki (1262–1800)

Brak odgórnej kontroli z czasem zdestabilizował islandzki model u samych podstaw. W XIII wieku naturalne procesy kumulacji bogactwa sprawiły, że majątek i władza na wyspie skupiły się w rękach zaledwie pięciu zwaśnionych rodzin arystokratycznych. Merytoryczne dysputy na wiecach ustąpiły miejsca pożodze i bratobójczym walkom znanym jako Epoka Sturlungów.

Wyczerpani wojną domową, zubożali Islandczycy ostatecznie złożyli broń. W 1262 roku podpisali Stary Pakt (Gamli sáttmáli), zrzekając się pełnej suwerenności na rzecz norweskiej korony. Był to bolesny upadek dawnego Althingu. Parlament stracił autonomię legislacyjną i został sprowadzony do roli lokalnego, nadzorowanego sądu. Obcy zwierzchnicy wprowadzili własne, rygorystyczne przepisy (jak kodeks Jónsbók z 1281 roku). Święte pola obrad zamieniono w miejsca pokazowych egzekucji, gdzie nieszczęsne kobiety posądzane o czary topiono w mroźnych wodach Drekkingarhylur (Basenu Topielców). Trwającą setki lat erozję przypieczętowała natura – gigantyczna erupcja wulkanu Laki z 1783 roku wywołała klęskę głodu. Zrujnowaną ekonomicznie i wyludnioną wyspę pozbawiono resztek złudzeń w 1800 roku, gdy duński król specjalnym dekretem oficjalnie zlikwidował Althing.

Odzyskiwanie głosu

Pamięć o wolnym zgromadzeniu przetrwała jednak w świadomości narodowej, a sprzyjające wiatry europejskiej Wiosny Ludów pomogły na nowo rozpalić iskrę buntu w XIX wieku. Środowisko młodych, wyedukowanych w Kopenhadze Islandczyków nie sięgnęło po broń. Skupili się na chłodnej, logicznej walce intelektualnej.

Ich lider, wybitny Jón Sigurðsson, przeprowadził genialny wywód prawniczy przed duńskimi elitami. Argumentował, że w obliczu zrzeczenia się przez Danię ustroju absolutystycznego, umowa lenna z 1262 roku traci moc, a prawo do samostanowienia płynnie wraca do islandzkiego narodu. Charyzma i presja negocjacyjna patriotów przyniosły owoce bardzo szybko. Formalne odrodzenie Althingu w Reykjaviku nastąpiło już w 1845 roku. Sześćdziesiąt lat później uświęcono to nowym, solidnym Gmachem Parlamentu (Alþingishúsið), zbudowanym z ciężkiego dolerytu. Odzyskana instytucja sprawnie torowała drogę ku nowoczesności, choćby poprzez wprowadzenie pełnego prawa wyborczego dla kobiet w 1915 roku. Mistycznym zwieńczeniem tej długiej podróży ustrojowej stał się 17 czerwca 1944 roku. Ulewny deszcz w parku Þingvellir nie zepsuł uroczystości, podczas której ostatecznie zrzucono obce zwierzchnictwo i powołano do życia suwerenną Republikę Islandii.

Tynwald czy Althing?

W brytyjskich kręgach uniwersyteckich regularnie pojawiają się głosy podważające wiek islandzkiego zgromadzenia, promujące w to miejsce manxski Tynwald z Wyspy Man. Obrońcy Tynwaldu podkreślają jego nieprzerwaną ciągłość operacyjną, z której są niesamowicie dumni.

Dla nas, zafascynowanych kulturą Północy, sprawa ma jednak zupełnie inny wymiar. Tynwald operuje regularnie, lecz brakuje historycznych i archeologicznych dowodów na jego formalną strukturę przed XIII wiekiem, podczas gdy zręby Althingu precyzyjnie datowane są na 930 rok. Znacznie ważniejszy jest jednak aspekt prawny – współczesna Islandia to w 100% niepodległe państwo z własnym rządem, polityką zagraniczną i obronną. Wyspa Man natomiast nadal pozostaje dependencją korony brytyjskiej, co w naturalny sposób odbiera jej miano w pełni samostanowiącej jednostki ustrojowej na szczeblu narodowym.

Fundament w cieniu wulkanów

Trasa Złotego Kręgu każdego dnia przyjmuje tysiące autokarów. Ludzie spacerują wąwozami Þingvellir, obserwując szczeliny pękającej ziemi i zachwycając się surowym, geologicznym teatrem natury. Warto jednak spojrzeć na ten krajobraz z nieco innej perspektywy.

Przez trzysta lat to miejsce funkcjonowało jako pulsująca życiem, tymczasowa stolica wyspy. Na tych samych ścieżkach, po których dziś chodzą turyści w kurtkach Gore-Tex, kupcy oferowali norweską stal, tkaczki sprzedawały zwoje wełny, a zmęczeni długą zimą sąsiedzi z odległych fiordów wymieniali się wiadomościami. Historia Althingu to niezwykle namacalny dowód na to, że pragnienie wolności oraz stworzenia obiektywnego prawa potrafi zapuścić korzenie w najtrudniejszych warunkach klimatycznych. Zawsze, gdy wracam pod Skałę Prawa, czuję ogromny szacunek do wizjonerów epoki landnám, którzy na końcu ówczesnego świata rzucili wyzwanie europejskim monarchiom i stworzyli ustrój dający obywatelom realny głos.