Islandzki Gullfoss, czyli „Złoty Wodospad”, to absolutny klasyk. Większość osób lądujących w Keflaviku prędzej czy później trafia na trasę Złotego Kręgu i staje nad krawędzią kanionu rzeki Hvítá. Jednak to miejsce ma rozdwojenie jaźni – w lipcu i w styczniu oferuje skrajnie różne doświadczenia.

Nie chodzi tu wyłącznie o temperaturę czy ilość warstw ubrania. Zmienia się cała dynamika zwiedzania: od fizyki przepływu wody, przez dostępność ścieżek, aż po szansę na idealne zdjęcie. Jako ktoś, kto wielokrotnie widział ten wodospad zarówno w pełnym słońcu, jak i podczas śnieżycy, pomogę Ci zrozumieć te różnice, byś mógł świadomie zaplanować podróż.

Geologia dyktuje warunki

Gullfoss nie jest typowym progiem skalnym; to potężne pęknięcie skorupy ziemskiej o głębokości do 70 metrów, w które rzeka Hvítá (Biała Rzeka) wpada dwiema kaskadami. Górna ma 11 metrów i działa jak rozbieg, dolna – 21 metrów – to już czysta, niszczycielska siła uderzająca w dno kanionu.

Klucz do zrozumienia zmienności tego miejsca leży w jego źródle: lodowcu Langjökull. To on steruje przepływem. Latem, gdy topnienie jest intensywne, woda niesie mnóstwo "mączki lodowcowej" – drobniutkiego osadu skalnego, który w słońcu nadaje rzece ten słynny, złoty kolor. Zimą mróz przykręca kurek, a woda staje się bardziej przejrzysta i turkusowa.

Widać to wyraźnie w liczbach. Latem przez wodospad przewala się średnio 140 m³/s – to hałas przypominający start odrzutowca. Zimą przepływ spada do 80–110 m³/s. Choć to spadek o blisko 40%, nie daj się zwieść statystykom – to wciąż ilość wody, która napełniłaby basen olimpijski w niespełna minutę.

Lato: Sezon mocy i tęczy

W miesiącach letnich (czerwiec–sierpień) Gullfoss pokazuje swoje najbardziej dynamiczne oblicze. To czas, kiedy wodospad dosłownie ryczy, a w powietrzu unosi się gęsta mgła wodna.

Właśnie ta wszechobecna mgła sprawia, że w słoneczne dni tęcza nad kanionem jest niemal elementem stałym krajobrazu, a nie rzadkim zjawiskiem. Jeśli zależy Ci na tym konkretnym kadrze, celuj w wizytę między godziną 9:30 a 14:00. Słońce znajduje się wtedy w optymalnej pozycji, by stworzyć pełny, barwny łuk nad kaskadą.

Największym atutem lata jest jednak pełna dostępność terenu. Tylko wtedy otwarta jest dolna ścieżka prowadząca na skalną półkę ("Królowej"), wcinającą się między dwie kaskady. Stojąc tam, czujesz wibracje ziemi, a woda hukiem zagłusza myśli. Pamiętaj tylko o kurtce przeciwdeszczowej – wyjście stamtąd "na sucho" jest niemożliwe.

Letni sezon ma jeszcze jedną, często niedocenianą zaletę: białe noce. Słońce ledwo chowa się za horyzont, co daje ogromną swobodę. Moim ulubionym momentem na odwiedziny jest północ. Autokary z turystami dawno znikają, a Ty masz potęgę natury niemal na wyłączność, w miękkim, onirycznym świetle.

Zima: Kraina lodu i ciszy

Gdy nastaje zima (turystycznie od listopada do marca), krajobraz traci kolory na rzecz surowej grafiki w odcieniach czerni, bieli i błękitu. Jest ciszej, spokojniej i zdecydowanie bardziej majestatycznie.

Choć sam nurt jest zbyt potężny, by zamarznąć, wszystko wokół niego pokrywa się lodem. Mgła osiada na ścianach kanionu, tworząc gigantyczne sople i nawisy przypominające lodowe rzeźby. To sceneria, której nie znajdziesz nigdzie indziej w Europie.

Zimowa wizyta wiąże się jednak z istotnym kompromisem: dolna platforma jest zamknięta. Ścieżka przy wodzie zamienia się w lodowisko bez barierek, a ryzyko wpadnięcia do rzeki jest zbyt duże. Służby (Umhverfisstofnun) zamykają bramkę dla naszego bezpieczeństwa. Pozostaje podziwianie wodospadu z górnych tarasów. Widok jest bardziej panoramiczny i pozwala lepiej docenić geologię pęknięcia, choć traci się tę bliskość żywiołu, którą daje lato.

W zamian zima oferuje coś innego: światło. Dzień trwa tu zaledwie 4-5 godzin, a słońce "szoruje" brzuchem po horyzoncie. Dzięki temu przez cały dzień mamy "Złotą Godzinę", płynnie przechodzącą w "Błękitną". A gdy zapada zmrok, Gullfoss – oddalony od łuny Reykjaviku – staje się genialnym punktem do obserwacji zorzy polarnej. Zielone światła tańczące nad zamarzniętym kanionem to widok, który rekompensuje wszelkie niedogodności.

Logistyka: Jak nie dać się zaskoczyć

Islandzka zima to nie przelewki i wymaga zupełnie innego podejścia do podróży niż lato. Droga nr 35, która latem jest prostym dojazdem, zimą potrafi stać się wyzwaniem.

Wiatr na otwartej przestrzeni wokół wodospadu bywa bezlitosny. Nie chodzi tylko o chłód – podmuchy powyżej 20 m/s potrafią wyrwać drzwi z rąk nieostrożnego kierowcy (standardowe ubezpieczenia tego nie pokrywają!). Do tego dochodzi "czarny lód" – asfalt, który wygląda na mokry, a w rzeczywistości jest taflą lodu. Zanim ruszysz, zawsze sprawdzaj aplikację road.is. Kolor czerwony na mapie oznacza drogę nieprzejezdną i nie jest to sugestia, lecz fakt.

Również zwiedzanie na własnych nogach wymaga przygotowania. Wielokrotnie widziałam turystów w drogich butach trekkingowych, którzy bezradnie ślizgali się na drewnianych schodach. Moja rada jest prosta: kup najzwyklejsze raki turystyczne (nakładki na buty). To niewielki wydatek, który drastycznie poprawia komfort i bezpieczeństwo.

Okiem fotografa

Jakość Twoich zdjęć zależy w dużej mierze od przygotowania sprzętowego, które różni się w zależności od pory roku.

Latem największym wrogiem jest woda. Obiektyw zachlapuje się w kilka sekund, więc zapas ściereczek z mikrofibry to podstawa. Warto też używać filtra UV jako osłony soczewki. Jeśli marzysz o efekcie "jedwabistej wody", zabierz filtr szary (ND) i statyw, a kolory tęczy podbijesz filtrem polaryzacyjnym (CPL).

Zimą walczymy z temperaturą i światłem. Baterie na mrozie tracą moc błyskawicznie, dlatego zapasowe akumulatory trzymaj zawsze w ciepłej, wewnętrznej kieszeni kurtki blisko ciała. Pamiętaj też, że wszechobecny śnieg często "oszukuje" światłomierz aparatu, sprawiając, że zdjęcia wychodzą szare. Ustawienie korekty ekspozycji na +0.7 do +1.3 EV przywróci bieli jej naturalny blask.

Werdykt

Nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi na pytanie "kiedy lepiej jechać". Wszystko zależy od tego, czego szukasz.

Jeśli chcesz poczuć wibracje tysięcy ton wody w klatce piersiowej, zmoknąć do suchej nitki i zobaczyć słynną tęczę – wybierz lato. To też bezpieczniejsza opcja dla mniej doświadczonych kierowców.

Jeśli jednak fascynuje Cię surowość arktycznego krajobrazu, marzysz o zorzy polarnej i nie boisz się mrozu ani konieczności używania raków – wybierz zimę. Tłumy są wtedy nieco mniejsze, a atmosfera miejsca bardziej tajemnicza.

A najlepiej? Spróbuj zobaczyć Gullfoss dwa razy. Dopiero wtedy w pełni zrozumiesz, jak niesamowicie plastyczna potrafi być natura w tym zakątku świata.