Geysir vs Strokkur – dlaczego jeden śpi, a drugi wybucha?
Zapach siarki to pierwsze, co uderza po wyjściu z samochodu na parkingu w Haukadalur. Dla wielu turystów jest lekko drażniący, ale dla mnie – po latach podróżowania i pisania o Islandii – to zapach pulsującej życiem Ziemi. Zawsze, gdy odwiedzam to miejsce, uderza mnie ten sam fascynujący kontrast. Mamy tu dwa potężne gejzery, dzieli je zaledwie kilkadziesiąt metrów. Zasilają je te same, nagrzane do 240–250°C wody, wędrujące aż spod oddalonego o 50 kilometrów lodowca Langjökull.
A jednak jeden z nich zapadł w głęboki, wieloletni sen, podczas gdy drugi z dokładnością szwajcarskiego zegarka wyrzuca wrzątek prosto w niebo. To nie jest anomalia, to fascynująca lekcja podziemnej fizyki.
Wielki Geysir: Gigant uwięziony we własnej legendzie
Wielki Geysir, od którego wzięła nazwę cała ta kategoria zjawisk, wcale nie wygasł. Często spotykam się z opinią, że "Geysir umarł", co jest ogromnym uproszczeniem. Ten staruszek po prostu padł ofiarą własnej potęgi. Przez stulecia woda, którą wyrzucał, osadzała na brzegach krzemionkę, tworząc imponującą misę o średnicy 20 metrów i głębokości 1 metra.
Brzmi pięknie, dopóki nie przypomnimy sobie o islandzkim wietrze. Ta wielka struktura działa jak gigantyczna chłodnica. Lodowate powietrze błyskawicznie obniża temperaturę wody na powierzchni. Cięższa, zimna woda opada na dno przewodu, dławiąc w zarodku każdą próbę osiągnięcia temperatury wrzenia. To zjawisko określamy fachowo „efektem misy”.
[Image of Great Geysir silica sinter bowl]
Do tego dochodzi powolne zarastanie podziemnych szczelin tym samym osadem krzemionkowym. System po prostu powoli dusi się własnymi minerałami. Aby Geysir wybuchł, potrzeba potężnego wstrząsu, który rozbije te podziemne blokady.
💡 CIEKAWOSTKA: Kiedy w 2000 roku trzęsienie ziemi wybudziło go z letargu, Geysir potrafił wyrzucić wodę na rekordowe 122 metry. Potem jednak powoli wrócił do swojej krzemionkowej drzemki.
Strokkur: Dlaczego on nigdy nie zasypia?
Zaledwie kawałek dalej sytuacja wygląda diametralnie inaczej. Strokkur nigdy nie kazał mi czekać na wybuch dłużej niż 4 do 10 minut. Jego witalność wynika z odmiennej, podziemnej architektury. Na głębokości około 23–25 metrów natura uformowała idealną "pułapkę bąbelkową".
Gromadzą się tam gazy i para wodna. Kiedy ciśnienie staje się krytyczne, ogromny bąbel odrywa się i pędzi w górę. Na powierzchni pojawia się wtedy ten magiczny, turkusowy pęcherz. Jego pęknięcie powoduje nagły spadek ciśnienia hydrostatycznego i wywołuje natychmiastowe wrzenie całego słupa wody w kanale. Strokkur ma też istotną przewagę: jego komin uchodzi prosto na powierzchnię. Brak wielkiej misy sprawia, że wiatr nie ma szans wychłodzić wody na tyle, by powstrzymać eksplozję.
Chirurgiczna precyzja: Jak ludzie „naprawili” naturę
Jest w tej historii jeszcze jeden haczyk, o którym rzadko pisze się w standardowych przewodnikach. Niezawodność Strokkura w dużej mierze zawdzięczamy... ludzkiej interwencji.
Na początku XX wieku on również przestał wybuchać, zakrztusiwszy się gruzem sejsmicznym i kamieniami wrzucanymi przez nieodpowiedzialnych turystów. Dopiero w 1963 roku islandzka Komisja Geysira zdecydowała się na radykalny krok. Przywieziono wiertnicę i mechanicznie udrożniono kanał na głębokość 40 metrów. Gdyby nie ten chirurgiczny zabieg, prawdopodobnie dziś oglądalibyśmy w Haukadalur tylko dwa parujące, uśpione baseny.
Nieudane eksperymenty: Mydło i rowy odwadniające
Próbowano zresztą „ratować” oba gejzery na różne sposoby, które z dzisiejszej perspektywy wydają się dość kontrowersyjne - np.: Karmienie mydłem. W latach 80. wlewano do Geysira mydło, by zmniejszyć napięcie powierzchniowe wody i sprowokować wybuch. Dziś jest to surowo zakazane – mydło niszczyło unikalne bakterie